WFDP-logo_smallTegoroczna edycja WFDP na długo zapadnie w pamięci uczestników. Błotniste bagno w jakie zmienił się teren wokół zamku tworzyło niepowtarzalny klimat. Nie zabrakło zawodów w najdłuższym skoku w błoto jak i zupełnie nieplanowanych wyrżnięć w błotnistą maź. Jedno jest pewne – jeśli chodzi o warunki pogodowe to gorzej być już nie może. Niedogodności te rekompensowane były przez świetne piwo i rozmowy z ludźmi. Mieliśmy okazję spróbować całkiem sporej ilości nowych piw.

Na pierwszy ogień poszło „Hey Now” czyli amerykańska pszenica z Pracowni Piwa. Mocna goryczka robi wrażenie ale dopracowania wymaga aromat, który nie oddaje zapachu zastosowanych amerykańskich odmian chmielu. Następny był kontraktowy SzałPiw za swoimi trzema piwami: Bździągwą, Rojbrem i Szczunem. Temu ostatniemu mógłbym przyznać nagrodę najlepszego piwa festiwalu. Moim zdaniem to Imperial IPA światowej klasy! AleBrowar zaprezentował „King of Hop” w stylu American Pale Ale oraz nową „zabawkę” umożliwiającą aromatyzowanie nalewanego piwa. Gadżet jest efektowny i efektywny ale uważam, że użyte szyszki nie były pierwszej świeżości. Elektryzuje mnie natomiast wizja serwowania stouta aromatyzowanego w przepływie ziarnami kawy…Po odłączeniu tego sprzętu, „King of Hop” okazał się bardzo przyjemnym, odpowiednio rześkim i dobrze pijalnym piwem. Na stoiskach AleBrowaru i Pinty można było też spróbować urodzinowego B-Day, którego 20 beczek rozeszło się do niedzielnego ranka i tym sposobem nie załapałem się już na to piwo.

W sobotę w zamkowych lochach odbywała się 10-ta już edycja Wrocławskich Warsztatów Piwowarskich i przyznaję, że była to bardzo miła odskocznia od panującej na zewnątrz deszczowej aury. Newsem festiwalu jest wg mnie potwierdzenie uruchomienia Browaru Zarzecze w lipcu i ciekawy pomysł na ich własne piwo (szczegóły wkrótce). Z punktu widzenia odwiedzającego, impreza jak zawsze była udana aczkolwiek wystawcy zgłaszali uwagi co do umiarkowanej frekwencji. Z drugiej strony podziwiam determinację niemałej ilości kobiet w pantoflach, balerinkach i innego tego typu letnim obuwiu, które dzielnie brnęły w głąb festiwalowego terenu nie bacząc na błoto. Pozostaje mieć nadzieję, że uda się zrekultywować teren przyzamkowego parku i za rok spotkamy się w tym samym miejscu.

11 Comments »

    • Rojber poprawiony. Natomiast Szczun smakuje jak IIPA, nijak nie jest podobny ani do Trubadour Magma ani Raging Bitch od Flying Doga, które są w tym stylu. I dobrze 😛

      • Elegancko 🙂 Jestem świeżo po wypiciu zarówno Szczuna jak i Magmy z butelki, jednak nic mi to nie daje w dyskusji bo z kija smakowały zupełnie inaczej. BTW pozdrawia krasnal w czerwonej czapce ze zdjęcia foto1100 🙂

  1. Kto narzekał na frekwencję ? Niedawno w pewnym podlegnickim miasteczku był festiwal piwa na którym przez 3 dni było 5 tys ludzi. We Wrocławiu w sam tylko piątek przewinęło się chyba ze 2 razy tyle. Większej frekwencji to raczej nie ma żaden festiwal piwny w Polsce. Gdyby tylko jeszcze pogoda dopisała….

    • Problem nie tyle polega na ilości odwiedzających ale na kwestii poziomu sprzedaży umożliwiającego chociażby pokrycie opłat. Spotkałem się z opiniami, że sprzedaż nie pozwoliła pokryć kosztów uczestnictwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s