3 marca wraz z ekipą Mazowieckiego Oddziału Terenowego PSPD w postaciach Pawła Bucholtza i Jacka Szewczyka oraz Mateusza Puśleckiego jako reprezentanta Zarządu, udaliśmy się w wymagającą podróż do Wieprza. Ten ostatni nie pozostawił wątpliwości co do charakteru wyprawy i wraz ze startem pociągu o 7:26 zaproponował zestaw do degustacji. Prócz rynkowych nowości spróbowaliśmy wyraźnie pomarańczowego, fajnie pieprznego saisona autorstwa Mateusza (uwaga, Mateusz będzie startował w nadchodzącym sezonie Warszawskich Bitew Piwnych!). Paweł poczęstował swoim miodem pitnym, który intrygował dość mocną ziołową, kojarzącą się z miętą, nutą aromatyczno-smakową i porządnym rozgrzewaniem. Jacek natomiast rozlewał Imperialny Porter fermentowany kveikami. Tutaj zamiast spodziewanej ciekawej owocowości od kveików mieliśmy przewagę sojowego sosu. Ważne, że w świetnej atmosferze i dobrej formie dotarliśmy na miejsce.

Żywiecczyzna przywitała nas cieszącym oko widokiem gór, na stokach których leżał dawno nie widziany przez miastowych śnieg.

W nowym browarze PINTY gościłem po raz pierwszy i szczerze mówiąc byłem lekko przytłoczony jego wielkością. Ledwie kilka lat temu pisałem o pobliskim browarze w Zarzeczu jako „rzemieślniczym gigancie”. No to teraz skala jest jeszcze większa. To, że udało się postawić całość w zaledwie 18 miesięcy zasługuje na uznanie. Wkrótce pojawi się wideo z oprowadzenia po całym browarze z udziałem Ziemka Fałata i Michała Cebuli.

Ale przyjechaliśmy na warzenie piwa, które uzyskało tytuł Grand Prix w IX edycji Warszawskiego Konkursu Piw Domowych im. Wojtka Trześniowskiego. Zwycięzcą został Paweł Twardak z Krakowa ze swoim piwem w stylu Session IPA. Wielce ciekaw byłem spróbowania oryginału, którego dwie butelki udało się Pawłowi ocalić do degustacji. Mimo, że minęło przeszło pół roku, co zazwyczaj jest zabójcze dla intensywności IPA, piwo ciągle miało przyjemnie chmielowy aromat. Może profil użytego tu Nelson Sauvin nie był już tak intensywny i poszedł w cytrusy, to sam smak był bardzo rześki, wytrawny i z optymalną, średnio-intensywną, krótką goryczką. Nie miałbym nic przeciwko, jeśli udałoby się odtworzyć to piwo nawet w takiej formie. Oczywiście liczymy na więcej. Czas na sprawdzian przyjdzie już za trzy tygodnie, 27 marca podczas Warszawskiego Festiwalu Piwa.

W browarze nie mogło obyć się bez degustacji z tanków. Za Atak Chmielu podziękowałem, natomiast Pierwsza Pomoc w wersji „nie-odwirowanej” jest rewelacyjnym, świeżym, mega-pijalnym, coś a’la kvasnicovym lagerkiem. Jak już ruszy taproom przy browarze, piw będzie można spróbować właśnie w takiej formie!

Po zwiedzeniu browaru udaliśmy się całą ekipą do gospody z tradycyjnym jadłem ulokowanej w Węgierskiej Górce. Coś z PINTY jest? Niestety nie. Taki krótki dialog z obsługą jest dobrą ilustracją trudnego lokalnego rynku gastro, opanowanego poprzez umowy wyłącznościowe przez Grupę Żywiec. PINTA Beskidy z trudem przedziera sobie drogę w regionie i na razie dostępna w formie lanej jest w co najwyżej dziesięciu miejscach. Ale ten kierunek przy takiej skali produkcji to rzecz oczywista.

W drodze powrotnej towarzyszyli nam Janusz Švach oraz Tomek Gebel z Piwnych Podróży. Ten pierwszy poczęstował nas Barley oraz Wheat Wine’ami o ballingu zaledwie 25 stopni. Jak na Janusza możliwości – piwa wręcz sesyjne! Z kolei ja zerżnąłem Hoppy Grodziskie z Modern Drinking od PINTY. Efektem – aromatyczne (dębowa wędzonka + cytrusy), wytrawne, średnio goryczkowe, orzeźwiające Smoked IPA, a właściwie bardziej Grodziskie IPA. Zróbcie tak w domu!

Ostatnim aktem wyjazdowej epopei było mega zaskoczenie, gdy na peron w Tychach, jako Inter City do Warszawy wjechał skład z …České dráhy! Lany Pilsnerek w wagonie restauracyjnym za 6,5 pln – brzmiało jak plan na całą podróż.

W międzyczasie toczyliśmy dyskusję, czy true craft to obecnie już tylko piwowarzy domowi, którzy według niektórych, nie muszą liczyć się z kosztami? Czy PSPD i ruch homebrewing, będące początkowo kuźnią kadr dla piwnego rzemiosła, stanie się alternatywą dla coraz bardziej skomercjonalizowanego, zdaniem niektórych, piwnego rynku? Komu obecnie ma być przyznane miano prawdziwego craftowca? I dlaczego wrzucamy całe rzemiosło do jednego wora, nie patrząc na istotne różnice w podejściu do surowców, metod i skali produkcji, a może i struktury właścicielskiej?

Przy takich akademickich dylematach droga szybko minęła i o 22:12 zameldowaliśmy się z powrotem w Warszawie.

Dobre piwo, dobrzy ludzie – polecam takie jednodniowe, kolejowe odskocznie od biurowo-miejskiej codzienności.

PS. Podziękowania dla Mateusza Puśleckiego oraz całej ekipy PINTY za wycieczkę i gościnę!

 

 

 

2 Comments »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.