3WFPPiwne festiwale stają się coraz większym wyzwaniem jeśli przyjmiemy założenie, że trzeba spróbować wszystkich nowości. Na trzeciej edycji Warszawskiego Festiwalu Piwa mieliśmy co najmniej czterdzieści debiutów! Rozkładając to na trzy dni, wychodzi nam liczba 13,3 nowości do spróbowania dziennie. Dodajmy do tego jeszcze piwa, które nam umknęły w międzyczasie, a łatwo można dojść do konkluzji że po prostu się nie da. Trzeba wybierać, najlepiej piwa,które dostępne są w limitowanych ilościach lub które wyróżniają się spośród pozostałych.

Zapewne widzieliście już wideodegustacje wyjątkowych piw które pojawiły się na WFP – kwasów z SzałPiwu, debiutanckiego Kapitana Drake’a z Setki czy Pierwszej Warki z nowego rzemieślniczego browaru Warsztat Piwowarski.

Teraz czas na opisanie ogólnych wrażeń dotyczących wszystkich piw, które udało mi się spróbować. Kolejność chronologiczna.

Zaczynamy od Labirytm z Browaru Nepomucen. Zresztą nie może być inaczej skoro na przepastnym stoisku Nepomucenów zazwyczaj zostawiamy swoje klamoty 😉 Piwo ma przyjemny, wyrazisty cytrusowy aromat i stonowaną, względnie lekką goryczkę. Tak według mnie powinna smakować idealna APA, wyborny początek!

Tymczasem Pankracy współpracujący obecnie z Centrum Edukacji Browarniczej w Piotrkowie zaprasza do degustacji Roggenbiera z Olbrachta. Zdecydowane goździki w aromacie i smaku plus praktyczny brak żytniej oleistości pozycjonują to piwo bardziej jako dunkelweizena. To akurat niespecjalnie mój styl.

Za to na Ogrodnika z Profesji polowałem już od czasu krakowskiego Beerweek Festival, gdzie nie doczekałem jego podpięcia pod kran. Teraz już była taka możliwość, szkoda tylko że chmielowy aromat, który tu podobnież był, definitywnie uleciał. Teraz z Saison IPA został już tylko mocno pikantny i przyprawowy Saison. Próbuję też Marynarza – kto by pomyślał że styl AIPA  można dać na rynek pół roku po starcie browaru. I słusznie, ten styl u piwnych maniaków nie wywołuje już szybszego bicia serca. Marynarz to poprawne, solidne piwo.

L1780620Przechodzimy do zdecydowanie mocniejszego kalibru. Trochę szybko ale propozycja Darka z Artezana zdecydowanie należała do tych nie do odrzucenia. Najpierw Preparat leżakowany w beczce po Jacku Danielsie. Niesamowita, drobna i obfita żółtobrązowa piana. W aromacie lekka wędzonka, wanilia i trochę rozpuszczalnika. W smaku rozgrzewające z motywami wędzonki, wanilii i lekkiej tylko słodyczy. Takie barley wine akceptuję, choć nie ma co ukrywać, że oryginał wywierał większe wrażenie. Tu nuty alkoholowe były jednak zbyt wyraźne.L1780632 Za to Samiec Alfa leżakowany od maja w beczkach po bourbonie Old Forester zdecydowanie przebił swój zeszłoroczny pierwowzór. To wręcz niebywałe że piwo o ballingu 27 stopni może być tak gładkie i pijalne. Czekolada, wanilia, treść, moc – wszystko idealnie zbalansowane. I ta obłędnie drobna, żółtobrązowa piana! Absolutnie genialne piwo!

L1780645Pora ochłonąć. Mateusz z kontraktowego Waszczukowe zabiera nas na spotkanie z Figlarną Bożeną czyli session IPA z suszoną gruszką. Cytrus i lekka gruszka w zapachu, stonowana goryczka w smaku. Ja wiem, że session IPA dobrze brzmi marketingowo ale to piwo to bardzo przyjemna APA. Próbujemy jeszcze Ryszarda Borówę, który na premierze był niestety niewypałem. Tym razem borówka w zapachu obecna wraz z albedo czyli białą błonką cytrusa. Gładka, jedwabista tekstura i niezły balans były zupełnym przeciwieństwem totalnie rozharmonizowanego piwa, które próbowaliśmy na premierze. Czas jednak nie zawsze działa na niekorzyść piw z dodatkiem owoców.

L1780677Szkoda, że The Box ze Spirifera uwarzony w nowym browarze w Szczyrzycu nie podtrzymał dobrej passy wyznaczonej przez poprzednika czyli 80 minut. Serowy aromat jest tu fatalny. Tak się zaaferowałem tym piwem, że w międzyczasie zwinęli mi szkło. Nic mnie tak nie wkurwia na festiwalach jak amatorzy cudzego mienia potrafiący zwinąć nawet kartkę z notatkami. Na szczęście z pomocą zaoferowała się ekipa Chmielarni lejąc w nowe szkło Yeti czyli ryżowo-owsiane APA z Bednar. Piwo obiecywało wiele swoim świeżym i przyjemnym aromatem cytrusów jednak jego smak okazał się płaski w dodatku z mało przyjemną goryczką.

L1780686Resztę wieczoru spędziliśmy na stoisku Dukli. Najpierw premiera czyli Szalony Alchemik w stylu AIPA. Wyraźny motyw owoców tropikalnych w zapachu i całkiem niezły balans smaku z przechyleniem na lekko słodką stronę. Ciekawszym piwem okazała się Mała Czarna, która zresztą jest ewenementem. Pierwsza warka miała wyrazistą wędzonkę, a to przecież miał być cream stout! L1780706Teraz również ciekawie – w zapachu słodycz laktozy wraz z ziarnami kawy a w smaku wytrawność i gładkość charakterystyczna dla oatmeala. Prawdziwym przebojem okazały się jednak ciasteczka z młóta podrasowane szczyptą cynamonu i chyba też cukru. Do Małej Czarnej pasowały idealnie! Wieczór zakończyliśmy American Lagerem z jagodami z Nepomucena. Faktycznie, owocowy motyw jest tu wyczuwalny!

L1780738Czas na dzień drugi. Talia czyli Gose z Olimpu wydaje się być idealnym starterem. W końcu to komercyjna wersja świetnego piwa, które miałem przyjemność degustować z jego autorem czyli Łukaszem Szynkiewiczem na Hevelce. W smaku fantastyczne połączenie kwaśnego, cytrusowego i słonego smaku. Szkoda tylko, że piwo trzeba było pić na wydechu bo w zapachu niepodzielnie rządziła siarka :/

L1780783Po degustacjach świetnych kwasów od SzałPiwu i mojito gose z Setki zdecydowałem się na Tawahaki z Widawy czyli pale ale chmielone nową australijską odmianą Enigma. Nie miałem jeszcze okazji próbować piwa chmielonego tą odmianą ale w przypadku Tawahaki mieliśmy w aromacie cebulę i czosnek. Nieciekawie. Pozostajemy przy nowatorskich dodatkach. L1780793Havana Stout z Pinty ma w składzie nierafinowany, brązowy cukier Muscovado oraz melasę. I faktycznie, słodycz jest wyczuwalna zarówno z zapachu jak i smaku ale nie jest przesadzona, zostawiając miejsce dla odpowiedniej dawki czekolady. Coś dla wielbicieli sweet stoutów.

Tymczasem spotykamy Tomka Rogaczewskiego z Pracowni Piwa, który częstuje wersją Mr. Hard leżakowaną w beczce po czerwonym winie. Faktycznie, motywy czerwonych owoców są obecne wzbogacając treściwy, mocno słodowy profil klasycznego barley wine’a. Dla sympatyków stylu rzecz obowiązkowa, doceniam kunszt aczkolwiek barleye to nie moja bajka.

Czas na odwiedziny stanowiska Samych Kraftów, gdzie dostępne są nowości Piwnego Podziemia. Gold Digga czyli west coast IPA charakteryzowało się zauważalnym motywem albedo, za którym nie przepadam. Buena Vista miało uroczo krótkie określenie stylu: Espresso Brown Ale Aged on Cocoa Nibs czyli piwo leżakowane z ziarnami kakaowca oraz dodatkiem kawy i wanilii. Określiłem je trzema słowami: wanilia, herbatniki, espresso. Koniecznie do powtórki (już zaliczona)! Powtarzałem za to Very Bloody Berliner czyli berliner weisse z dodatkiem aronii. Ta maksymalnie drobna i superobifita czerwona piana plus czerwony kolor robią niesamowite wrażenie. Gdy dodamy, że piwo nabrało już odpowiedniej wyraźnej kwaśności to mamy jednego z lepszych sour ejli na polskim rynku. L1780859Sesję zakończyłem KatasTORFą czyli kooperacyjnym piwem Marcina Kwila (Latający Rosomak, Same Krafty) i Piwnego Podziemia. Próbowałem domową wersję tego piwa z udziałem słodu wędzonego dymem torfowym zbliżonym do 100% i myślałem że komercyjna wersja z zawartością 83% będzie lajtowa. Nic z tego, fenole są tu masakrycznie intensywne i atakują motywem asfaltu, spalonych kabli, bandaży i bakelitu zarówno nozdrza jak i język. Mocna rzecz! Po takim piwie ocenianie czegokolwiek traci sens, zatem resztę wieczoru próbujemy już relaksacyjnie 😉

L1780924Dzień trzeci, ostatni zaczynam Marynką z serii Dziedzictwo kontraktowego Peruna. Tak zresztą obiecałem poprzedniego dnia piwowarowi Peruna Adamowi i mimo że pora była już późna, to o takich obietnicach pamiętam 😉 Jak sama nazwa wskazuje, Marynka chmielona jest tylko jedną odmianą, z czego na zimno użyta została świeżo zebrana szyszka. W tym roku wet hopów od rzemieślników jest jak na lekarstwo, dobrze więc że Adam Czogalla podtrzymuje nowofalową tradycję. Piwo Peruna ma wyrazistą goryczkę i trochę zbyt delikatny chmielowy aromat choć leciutki cytrusowy motyw w tle był dość intrygujący.

Kolejne piwo za to zrobiło na mnie naprawdę spore wrażenie. Co powiecie na White Russian Imperial Pale Ale? Michail Jakson, bo taką nazwę nosi to piwo z Hopium zadziwiał klarowną złotą barwą i aromatem…kawy! W smaku przyjemna gładkość i ogólne odczucie jakby piło się zwykłego pale ejla tyle tylko że to piwo ma…20° Blg!!! Nazwałem je sesyjną dwudziestką ale faktem jest, że przy samym końcu alkohol w smaku był wyczuwalny. Niemniej bardzo ciekawa rzecz, pokazująca siłę kreatywnego piwowarstwa. Po tym doświadczeniu trzeba było sięgnąć po coś normalniejszego. Black IPA od Nepomucena miała odpowiednią dawkę czekolady, ale dość lekką goryczkę i kwaskowość. L1790010

Wracamy do ciekawostek – tym razem Yntelygent z gdańskiego Lubrowa. Chmielone nowozelandzkim odmianami i z dodatkiem…buraka ćwikłowego! Gdy na BeerGoszczy dowiedziałem się od właściciela i piwowara Lubrowa Tomasza Lubockiego o tym piwie, to byłem mocno zaskoczony. Czerwony kolor piany i piwa wyglądają niesamowicie. Równie niesamowity jest aromat – buraczany, warzywny (ale nie gotowanych warzyw). Smak podobnie jak aromat, z wyraźnie wyczuwalnym motywem buraka i ziemistości. Tak jakby wrzucić do kadzi buraki prosto z pola 🙂 Specyficzne, ciekawe piwo, pokazujące że w piwowarstwie nie obowiązują żadne granice.

L1790023Tymczasem powoli schodzimy na ziemię i żeby szok nie był zbyt duży próbujemy od Wojtka Frączyka nową wersję Borsuka z Widawy z 25% udziałem słodu wędzonego torfem i 50 % wędzonego drewnem bukowym. Piwo miało optymalny balans między obydwoma rodzajami wędzonki, do powtórki! Na koniec spróbowałem L1790047Miss Eva. To imperial brown porter leżakowany w beczkach po bawarskiej whisky. Prócz charakterystycznej ciasteczkowości i lekkiej czekolady zapamiętałem też kwaśność oraz motywy białego słodkiego wina i brettów. Specyficzne piwo, na pewno zbyt skomplikowane jak na koniec trzydniowego maratonu 😉

To, że nie uda się spróbować wszystkiego było oczywiste. Degustowanych piw było więcej niż tu opisałem ale nie zawsze notatki szły w ruch. Były też piwa, których nie udało mi się spróbować, a zdecydowanie powinny znaleźć się na liście, chociażby Grodziskie kooperacji Lambratte/Artezan czy RISy Kingpina i Birbantów. No nic, trzeba szykować się na kolejne piwne maratony na festiwalach w Poznaniu i Lublinie!

3 Comments »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s