Rok powoli zmierza ku końcowi i nie ulega wątpliwości, że było to rok wyjątkowy. Takiej ilości piwnych wydarzeń jeszcze do tej pory nie oglądaliśmy. Pojawiły się nowe inicjatywy takie jak AleBrowar czy „kolaboranci” z Widawy, które swoimi zdecydowanymi, czasem kontrowersyjnymi posunięciami ożywiły piwną scenę. „Nową, świecką tradycją” stały się piwne premiery. Czasem huczne, przeładowane okołopiwnymi gadżetami, na których zdarzało się piwo serwowane w niezbyt optymalnej formie lub nawet w ogóle bez niego (patrz AleBrowar), czasem skromne, sprowadzające się do wymiany opinii z autorami piwa. Według mnie forma nie jest tu zbyt istotna, najważniejsze jest wyjście z piwem do ludzi. Zorganizowanie spotkania piwowarów i ludzi zaangażowanych w projekt ze zwykłymi konsumentami przyczynia się do krzewienia piwnej kultury. A rozumiem ją właśnie jako rozmowy przy dobrym beczkowym piwie w lokalu a nie deliberowaniu nad niuansami butelkowego piwa przed ekranem komputera.

Foto 174

8 grudnia, dwa dni po tradycyjnej już premierze Brackiego Grand Championa nastąpiła prawdziwa piwna kumulacja. Do „Dziadka Mroza” – pierwszego polskiego „komercyjnego” piwa w stylu Russian Imperial Stout dołączyły dwie świąteczne 16-tki czyli „Saint No More” AleBrowaru oraz „Renifer” duetu Kopyr/Frączyk. Jako że „Dziadek Mróz” uwarzony został w browarze Artezan z inicjatywy łódzkiej Piwoteki Narodowej, miejsce premiery było oczywiste. Łódź powitała nas piękną zimową aurą idealnie korespondującą z głównym bohaterem dnia. Problemem stał się wybór pierwszego piwa – jak wiadomo zaczynamy od najsłabszych pod względem ekstraktu i potem zdążamy w górę. A tu konsternacja bo najlżejszym piwem okazuje się 16-tka…Na pierwszy ogień poszedł zatem „Saint No More”. Miły zapach mlecznej czekolady, lekko słodkawy smak wywołał zdziwienie – jak to, AleBrowarowe piwo bez wyczuwalnej goryczki? Później okazało się, że chmielowy pazur ucięty został również i „kolaborantom”. Ich „Renifer” był przede wszystkim przyprawowym, ciemnym piwem o umiarkowanej słodyczy, na szczęście mającym przyjemny, głęboki smak. No ale w końcu mamy do czynienia z piwami „świątecznymi”, które zazwyczaj są silniejsze, z wyczuwalną słodowością. Obydwa piwa wpisały się w ten koncept, widocznie autorzy oszczędzili już nam szokujących doznań w tym roku.

Foto 234

W końcu przyszła kolej na „Dziadka Mroza”. Piwo urzekło swoją czarną, smolistą barwą. Z pianą niestety było już gorzej, zniknęła zupełnie w połowie szklanki. Zapach kawowo-czekoladowy z lekką palonością. Miałem obawy odnośnie czasu leżakowania tego piwa i rzeczywiście, „Dziadek” charakteryzował się zbyt wyraźną alkoholowością i zbytnią słodkością. Poza tym odniosłem wrażenie, że piwo to jest zbliżone w smaku do… łódzkiego portera. Sądzę, że „Dziadek Mróz” pokaże swoje dojrzalsze oblicze gdy nastąpią marcowe roztopy…Swoją drogą szkoda, że żaden z przedstawicieli Artezana nie pojawił się na premierze, jakby nie było, swojego piwa (premierową prezentację przeprowadził Marcin „Mason” Chmielarz). Czyżby niewystarczające zadowolenie z efektu?

Foto 166

Jako, że w trakcie premierowych rozmów pojawiła się kontrowersja związana z zarówno z nazewnictwem jak i recepturami RISów, Mason w swojej prezentacji zaproponował klasyfikację na American Imperial Stout (z użyciem amerykańskich odmian chmielu) oraz English Imperial Stout. Takie rozróżnienie rzeczywiście bardziej usystematyzowałoby ten styl.

Jak to już bywa, dla mnie hitem wieczoru okazało się piwo z zupełnie innego klimatu a mianowicie Karel – Česká IPA z czeskiego kontraktowego Nomáda. Wcześniej wydawało mi się, że do tego piwa użyto zarówno czeskich, jak i amerykańskich odmian chmielu. Nic z tego, wspaniały żywiczno-sosnowo-cytrusowy aromat piwo to zawdzięcza wyłącznie chmielom czeskim! Ten fakt pokazuje prawdziwy dystans między piwowarską branżą w Czechach a w Polsce…

Tymczasem to nie koniec piwnych premier na ten rok, już niedługo będziemy mogli spróbować kolaboranckiego „Sępa”! Natomiast ekipie Piwoteki należą się wielkie brawa za aktywną postawę, wszak dzięki ich zaangażowaniu i entuzjazmowi mogliśmy spróbować i PszeKoźlaka i Dziadka Mroza. Co będzie następne?

6 Comments »

  1. O takim rozgraniczeniu imperial stoutów wspomniałem u mnie przy okazji omówienia Hel & Verdoemenis z De Molenu. Jednak nawalenie do IS’a amerykańskich chmieli znacznie wpływa na bukiet, np. Yeti się mocno różni od H&V. A Karel owszem, ekstra piwo, i też mnie zdziwił jego dość „amerykański” aromat w świetle użytych chmieli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s