piwoKoniec roku zapewne przyniesie mnóstwo podsumowań. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to był rok wyjątkowy. Hasło „piwnej rewolucji” które dało się usłyszeć kilka miesięcy temu i do której podchodziłem z lekkim sceptycyzmem właściwie ulega realizacji. Od razu wyjaśniam – nie rozumiem rewolucji jako zmiany piwnych przyzwyczajeń ogółu konsumentów. To mrzonka i utopia. Dobry, wyjątkowy produkt pozostaje rzeczą niszową a większość zazwyczaj zadowoli się towarem nomen omen przeciętnym. Oczywiście można powiedzieć, że istotne jest aby przeciętne, łatwo dostępne piwo było dobre. Nawet gdyby to się ziściło, to i tak nie zadowoli to coraz bardziej wymagających piwoszy. Piwna rewolucja, tak jak ja ją rozumiem, ma zmieniać otoczenie wokół miłośnika dobrego piwa. Więcej gatunków, więcej lokali z beczkowym, więcej wydarzeń – to wszystko miało miejsce w mijającym roku i to jest dowód na zmianę.

Nie chcę Was zamęczać retrospektywnymi wyliczankami co, kto, gdzie i kiedy, wystarczy posłużyć się kilkoma słowami-kluczami. Browar kontraktowy, browar rzemieślniczy, lokale z rotacyjnym lanym piwem, piwna premiera, „kolaboracja”, piwna blogosfera. Oczywiste jest, że terminy te nie pojawiły się w roku 2012 i funkcjonowały już wcześniej ale to właśnie upływające miesiące nadały im nowe znaczenie. Przyjrzyjmy się im bliżej i od razu spróbujmy zarysować perspektywę na nadchodzący 2013 rok:

 

kontraktBrowar kontraktowy – do niedawna znany jako wirtulany twór kontraktujący produkcję browaru gospodarza i sprzedający piwo pod swoją nazwą. Dopiero PINTA od marca 2011 pokazała inną stronę „kontraktowego warzenia” i zdecydowanie rozruszała piwną scenę. Na następców nie trzeba było długo czekać, AleBrowar wystartował w maju 2012. Oferowanie wyłącznie ejli oraz wyrazisty, kontrowersyjny marketing wniosły nową jakość na rynek dobrego piwa. Sukces AleBrowaru mógł skłaniać do hipotezy, że prędzej czy później jego autorzy zdecydują się na niezależność i spróbują wystartować z własnym przedsięwzięciem. Taka też informacja pojawiła się 21 grudnia. Wydaje się to naturalną ścieżką dla projektów, które zmieniły piwny krajobraz. PINTA i AleBrowar odniosły ogólnopolski sukces, stanowią dobrze rozpoznawalne wśród miłośników dobrego piwa marki, ich piwa są synonimem rzemieślniczego piwowarstwa. Dlaczego zatem dzielić się owocami swej pracy z browarem-gospodarzem, który daje jedynie instalację, zresztą nie zawsze gwarantującą odpowiednią jakość? Dalszy rozwój browarów kontraktowych to albo budowa własnego browaru albo zmiana gospodarza na prawdziwy browar rzemieślniczy. PINTA i AleBrowar wypełniły potężną lukę na piwnym rynku i stały się za duże jak na kontraktowców. Wydaje się, że powrócimy do „kontraktów” jakie znaliśmy przed 2011 czyli zakupienie partii słodkawego lagera i wystrojenie go w swój branding. Ewentualnie zlecanie produktu, który będzie zbliżony do oferty „browarów regionalnych” (czyli owoce i warzywa w piwie). No chyba, że kontraktowiec skorzysta z browaru rzemieślniczego.

artezanBrowar rzemieślniczy – oczywiście, że istniał przed 2012, chociażby (nie)sławny EDI ze Wschowy. Jednak pierwszym z prawdziwego zdarzenia jest Artezan z podwarszawskiego Grodziska. Wyposażony w połowie w sprzęt wykonany własnym sumptem, oferujący piwa jedynie do dalszej odsprzedaży może stanowić ideał dla tych domowych piwowarów, którzy chcieliby się związać z branżą zawodowo. W 2013 takich browarów będzie coraz więcej – Ursa Maior, Zarzecze, Wojkówka, Pracownia Piwa, jeśli wymienić tylko kilka. Idea „browaru rzemieślniczego” to browar mały, niezależny i stosujący tradycyjne metody wyrobu piwa. W browarze rzemieślniczym pracują pasjonaci, zazwyczaj domowi piwowarzy, którzy posiadają odpowiednią wiedzę i są gotowi na piwne eksperymenty. Co więcej, przy odpowiednio dużej wielkości takie browary mogą stanowić idealnych gospodarzy dla browarów kontraktowych. Mogą też gościć piwowarów domowych dzięki którym powstawać będą specjalne, okazyjne piwa (tzw. collaboration brew). Niewątpliwie rok 2013 będzie należał właśnie do nich, jeśli tylko zadbają o odpowiednią dystrybucję i dostępność swego piwa.

SetkaPubLokale z rotacyjnym lanym piwem (z angielska zwane też multitapem) – miejsce z co najmniej kilkoma nalewakami i naczelną zasadą – po skończonej beczce na bar wjeżdża inne piwo! Większość lokali funkcjonuje już jakiś czas jednak to Pinta i AleBrowar stały się dyżurnym paliwem pozwalającym ciągle podtrzymywać zainteresowanie klienteli dzięki piwnym premierom (patrz punkt następny). W „multitapach” zaczęły nawet gościć rzemieślnicze piwa zza wielkiej wody. Wydarzeniem przywracającym sens w jakiś porządek rzeczy stało się pojawienie takiego lokalu w mieście stołecznym, mowa oczywiście o „Po Drugiej Stronie Lustra”. Niebawem na mapie Warszawy pojawi się kolejne takie miejsce. Należy jednak zadać pytanie czy zwiększanie liczby beczek ma sens? Piwa są coraz droższe, siła nabywcza większości piwoszy maleje, a beczka nie może stać otwarta nie wiadomo ile. Sceptycznie patrzę na „wyścig nalewaków”. Być może w przyszłym roku nastąpi ograniczanie a nie zwiększanie ich liczby. Natomiast polepszeniu ulegać powinien wybór dostępnych piw. Właściciel zastanowi się dwa razy zanim zamówi jakieś piwo bo klient będzie już wyrobiony, a nawet trochę rozkapryszony i byle czego nie kupi. Jeśli już o lokalach mowa to nie ulega wątpliwości, że w 2013 przybywać będzie miejsc w których napijemy się dobrego piwa z beczki. Trzeba odróżniać się od konkurencji i jeśli właściciel nie ma podpisanej „lojalki” albo umeblowania od koncernu to coraz częściej będzie oferował niszowe piwo.

premieraPiwna premiera – rytm czasu miłośników piwa w 2012 odmierzany był kolejnymi premierami. Oferowano nam  krajowe piwo w stylach, o których jeszcze kilka miesięcy temu mogliśmy jedynie pomarzyć. Imperial witbier, Black IPA, American Dry Stout, wymieniać można by naprawdę długo. Co z tego, że większość premier to były jednorazowe warki. Pojawiały się one w takim tempie, ze nie było czasu nawet wrócić do danego piwa. Najistotniejsza w zjawisku piwnych premier była według mnie okazja do spotkania w miejscu dla piwa najbardziej naturalnego czyli w knajpie. Tak właśnie rozumiem budowę prawdziwej piwnej kultury. Przyzwyczajeni do ciekawych wydarzeń odbywających się w lokalach będziemy chcieli co jakiś czas spotkać się w większym gronie by wspólnie powymieniać wrażenia przy dobrym lanym piwie. Sądzę, że w nadchodzącym roku premiery spowszednieją i tylko naprawdę ciekawe rzeczy przyciągną rzesze piwoszy do kranu. No chyba, że premiery staną się dobrym pretekstem do kolejnego towarzyskiego spotkania…

kolaboracja„Kolaboracja” (od angielskiego  collaboration brew) – prototypem współpracy piwowara domowego z browarem komercyjnym jest oczywiście Grand Champion Festiwalu Birofilia ale wiemy, że efekt końcowy niekoniecznie bywa tożsamy z pierwowzorem. To co widzieliśmy nowego w 2012 to współpraca piwowara domowego z browarem restauracyjnym. Chodzi oczywiście o Tomka Kopyrę i Wojtka Frączyka z Browaru Widawa oraz ich „zwierzyniec”. To wyjątkowa sprawa – po pierwsze współpraca nie jest incydentalna lecz objęła 7 piw (w przeciagu 6 miesięcy!) , po drugie ich piwa są bardzo wyraziste, nie pozwalające pozostać wobec nich obojętnymi. Inną odmianą takiej współpracy było wspólne przedsięwzięcie Marcina ‘Masona” Chmielarza oraz Manufaktury Piwnej. Tutaj jednak wydaje się, że oczekiwania partycypantów się rozminęły. Bury Kocur i Jeden Chmiel nie wrócą na rynek, a Pils w wersji butelkowej nie różni się wiele od krajowej słodyczy. Perspektywę dla wspólnych przedsięwzięć widzę dobrą. Na pewno jest miejsce na rynku na piwa o zdecydowanym charakterze,  jedynym zagrożeniem już istniejącej „kolaboracji” mogą być ambicje lub kwestie finansowe. Z wielką radością powitałbym kolejne takie inicjatywy bo browarów restauracyjnych mamy już kilkadziesiąt ale na palcach jednej ręki policzyć można te, które potrafią zaoferować unikalne, ciekawe piwo.

blogLast but not leastpiwna blogosfera. Rok 2012 to istny wysyp blogów w swej postaci właściwie jednakowych. „Kupuję niszowe piwo w sklepie i je oceniam” – to pomysł na bloga większości autorów. Przyznam się, że nie za bardzo mnie obchodzi co ktoś sądzi na temat danego piwa więc na takie blogi nie zaglądałem. Jednak coś się zmieniło, a katalizatorem było wrześniowe spotkanie w Poznaniu nazwane eufemistycznie „Piwny Blog Day 1.0”. Kilka uwag i spostrzeżeń które padły tam w trakcie dyskusji dało zapewne dużo do myślenia. Mam wrażenie, że od tamtego czasu rzeczywiście możemy już mówić o wspólnej „blogosferze” a jej jakość ulega polepszeniu. Nowych blogów w obecnej formie chyba już nie będziemy oglądać, jest ich już wystarczająco dużo. Wydaje mi się, że zastosowanie będzie miało znane skądinąd hasło: „Twórz ciekawego bloga albo giń”. Specjalizacja, ciekawy, oryginalny pomysł, w końcu osobowość blogera – wszystko to będą czynniki pozwalające przyciągnąć internautów. Reszta będzie wegetować, by w końcu zniknąć.

 

Po przeczytaniu powyższego zestawienia daje się zauważyć brak opisu pewnych haseł. Według mnie w 2012 występowały one głównie w pejoratywnym kontekście ale o tym pozwolę sobie napisać w drugiej części Piwnego Podsumowania 2012.

5 Comments »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s