Po trzech latach wróciliśmy na Ukrainę, tym razem do stolicy kraju Kijowa. I tak jak poprzednio w Odessie, tak i teraz motywem przewodnim przewijającym się przez całą podróż jest słowo „kontrast”. Lubię je używać w stosunku do architektury Warszawy, ale to właśnie w Kijowie nabiera ono prawdziwej mocy i wyrazistości. Kontrasty zarówno społeczne, jak i architektoniczne są ewidentne i wprost kłują w oczy. Piękne zdobione i odrestaurowane kamienice zapewne z XIX wieku, które w Warszawie można policzyć na palcach obu rąk, sąsiadują z dwudziesto, trzydziestopiętrowymi budynkami. Większość z nich to ordynarne bloki czasem pomalowane w jaskrawe kolory ale bywają też i takie nasuwające skojarzenia z typem budownictwa petrodolarowego z półwyspu arabskiego. Trochę dziwne jest to zamiłowanie do kierunków południowo-wschodnich, ale podobno ostatnio Kijów jest ulubionym kierunkiem Saudyjczyków.

Ta sama ulica, ten sam czas

Kontrasty społeczne są praktycznie żywcem wyjęte z polskiej rzeczywistości początków lat 90 XX wieku. Nowobogacka sfera jest widoczna głównie w postaci lśniących SUVów przemierzających szerokie arterie miasta, eleganckich sklepów z biżuterią czy wytwornych restauracji. Obraz ten jest boleśnie skonfrontowany z emerytami żebrzącymi o pieniądze na leki i jedzenie w metrze. Nie jestem zwolennikiem państwa socjalnego ale widok nieprzytomnej, praktycznie umierającej staruszki na ulicy, przywołał obrazy rodem w warszawskiego getta. W dodatku działo się to w bezpośrednim sąsiedztwie opływającej złotem Ławry Peczerskiej. Pytania o rolę Kościoła i Państwa w kontekście takich obrazów są retoryczne.

Przebywając w Kijowie można przemieszczać się zarówno w czasie jak i miejscu, będąc cały czas w obrębie tego samego miasta. Wizyta na terenie muzeum wielkiej wojny ojczyźnianej (od 2015 muzeum historii Ukrainy w II wojnie światowej) to powrót w czasy Związku Radzieckiego. Nad okolicą góruje potężny, przeszło stumetrowy pomnik Matki Ojczyzny dzierżącej miecz w jednej, a godło ZSRR w drugiej ręce. Na dole wrażenie robią gigantyczne rzeźby radzieckich żołnierzy rwących się do walki oraz umartwiającej się ludności cywilnej, zapewne po spaleniu ich wioski przez niemieckich faszystów. Nie brakuje wystawy sprzętu militarnego. Jednak kilkadziesiąt metrów dalej mamy już i świadectwo obecnej trudnej rzeczywistości. Małe, złożone z kilku pojazdów muzeum wojny w Donbasie. Co istotne, wszystkie te pojazdy brały udział w działaniach wojennych na terenie separatystyczych rejonów Doniecka i Ługańska. Nawet więcej, w niektórych z nich zginęli ludzie. Pokazywane też są trzy zdobyczne pojazdy używane w armii Federacji Rosyjskiej, jako dowód jej bezpośredniego zaangażowania w konflikt.

Wyjątkową podróżą w czasie jest też przemieszczanie się kijowskim metrem. To prawdziwe działające muzeum, gdzie od momentu uruchomienia w roku 1960 niewiele się zmieniło. Głębokie stacje, na czele z sięgająca znów liczby stu metrów ale tym razem dół i dzierżąca pod tym względem rekord świata, stacją Arsenalna. Pamiętam, że w latach dziewięćdziesiątych lekko zbliżony klimat miało też metro w Pradze, jednak w przeciągu następnych lat zostało zmodernizowane. Tutaj symptomem nowoczesności są elektroniczne bramki wstępu ale bez obaw. Przy każdym wejściu i na każdej stacji czuwa pani kontrolerka oraz pani zawiadowczyni. To bardzo skuteczny i zapewne tani sposób na wpuszczanie wyłącznie podróżnych, którzy uregulowali opłatę z przejazd. A ta jest w Kijowie śmiesznie tania. Jeden przejazd, niezależnie od odległości i czasu to 8 hrywien (1,12 zł), a kupując kartę, na którą można doładowywać przejazdy (max 50), jest jeszcze taniej. Chłodne metro było prawdziwym wybawieniem i najlepszym sposobem podróżowania po mieście przy przeszło trzydziestostopniowych upałach.

Mocno zdziwiła nas frekwencja w kijowskim metrze. Niezależnie czy to niedziela czy dzień roboczy, niezależnie też od pory dnia, przewalały się przez nie istne tłumy, porównywalne tylko do rzeki ludzi wpływającej od godz. 16:10 na stację Wierzbno przy stołecznym Mordorze. Jednocześnie miasto na powierzchni daje absolutny priorytet motoryzacji. Osiem pasów w centrum to standard. Przejścia dla pieszych? Głównie podziemne. W życiu się tak nie nachodziłem po schodach jak w Kijowie. Ruch samochodowy tętni właściwie przez większość doby. Cicho pod naszym hotelowym oknem robiło się około 3:30. Na jakieś półtorej godziny. Rowerzyści? Przez cztery dni zliczyliśmy czterech.

Świadectwem niedawnego czasu jest ulica Instytutska i pobliski Majdan Niezależności. Wyjątkowym przeżyciem jest znalezienie się w miejscu, które pamięta się z oglądanych 7 lat temu obrazów pokrwawionych od kul broni automatycznej i wyborowej demonstrantów. Jednego dnia zabito ich tu prawie pięćdziesięciu. W całej ukraińskiej rewolucji pozwalającej uwolnić się od rosyjskiej kurateli zginęło około setki osób. Sądzę, że porównując to z naszymi, w dodatku nieskutecznymi w większości powstaniami, cena nie była wygórowana…

Czy efektem rewolucji jest też i zmiana w sferze piwnej? Powiem tak, byłem na Ukrainie wielokrotnie w przeciągu 16 lat i teraz jest na pewno najbardziej światowo. Do imponującego dla mnie w roku 2004 wyboru piw niefiltrowanych, ciemnych i pszenicznych warzonych przez duże browary, doszedł cały segment craftu. Odwiedzając kijowskie lokale z rzemiosłem byliśmy trochę skonfudowani. Bo nie dość, że nie odstają one od znanego z Polski poziomu, to w wielu przypadkach swoją sporą powierzchnią wręcz je prześcigają. Naprawdę, popijając piwa w kijowskich wielokoranach nie czuliśmy żadnej cywilizacyjnej różnicy, zarówno jeśli chodzi o otoczenie, jak i to co było w szkle.

Poniżej macie listę i foto odwiedzonych i polecanych lokali, po więcej zapraszam na wideo!

Mokri Vusa

 

Varvar Bar

 

ProRock

 

Konteyner

 

Lisopylka

 

Punkraft

 

Konteyner 2

 

Keds Pub

 

Sieciówki – This is pivbar, Pivna Duma, Porter Pub

W Kijowie znajdziecie sporo lokali wymienionych wyżej sieci. Pivna Duma wydaje się być najciekawszą, bo oferuje piwa warzone dla tej sieci m.in. w postaci Weizenbocka oraz IPA, która właściwie podpada pod wersję Double. This is pivbar jest mocno pretensjonalny, gdzie trzeba przejść przy wejściu przez podwójną kontrolę kelnerek wskazujących odpowiednie miejsce. Piwo z zewnątrz. Wizytę w sieci Porter Pub odpuściliśmy.

 

Kijów

 

3 Comments »

    • Bardzo dobre źródło podałeś i teza o wynajęciu gruzińskich snajperów jest lansowana przez Kreml i spuentowana w ostatnim akapicie tego artykułu. A to, że odpowiedzialność za rozkaz użycia broni ponoszą ówczesni ludzie władzy, którzy teraz siedzą w Rosji to inna sprawa. Nie ma jak prawnie ich rozliczyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.