Jak ma wyglądać festiwal piwny dla „normalnego” człowieka? Takiego, który już wie, że istnieje lepsze piwo niż to z koncernu ale niespecjalnie zagłębia się w niszowy świat piwowarskiego rzemiosła? Który po prostu chce spędzić niezobowiązujący czas przy dobrym piwie i muzyce? I gdzie nie wykosztuje się przy opłatach za wejście i za pozycjonowane piwa? W moim odczuciu ma wyglądać właśnie tak jak ósma edycja Wrocławskiego Festiwalu Dobrego Piwa.

Wiele powiedziano i napisano po festiwalu zeszłorocznym. Zmiany wydawały się konieczne. I nastąpiły. W porównaniu do edycji poprzedniej zmniejszono teren festiwalu a stoiska piwne skoncentrowano w środkowej części, na skrzydłach pozostawiając strefy gastro. Dzięki temu uniknąć można było kilometrowych wędrówek między stoiskami. W tym roku stoisk było mniej i objawiało się to sporymi kolejkami, szczególnie w festiwalowym prime-time. Dawno już nie widziałem piwnej imprezy, w której oblegane było każde stoisko, bez wyjątku. Znaczy frekwencja dopisała. I to przez wszystkie 3 dni.

Rok temu twierdziłem, że konieczna na festiwalowym rynku jest specjalizacja. WFDP zawsze chciał uchodzić za festiwal otwarty, pozbawiony elitarności i pretensjonalności. W zeszłym roku zaszło to trochę za daleko przez obecność zagranicznych piw koncernowych czy stoisk z tandetą. Teraz nie powtórzono już tego błędu. WFDP jest „ludyczny” w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jest miejscem gdzie każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Do tego przepowiadana regionalizacja oferty. Tuzy krajowego craftu tegoroczne WFDP ominęły, ale czy to odbyło się ze szkodą dla imprezy? Nie sądzę.

Z mojego punktu widzenia jedną z atrakcji WFDP był Live Beer Bloging czyli ocenianie przez piwnych blogerów piw dostarczonych przez przedstawiciela browaru. W tym roku formuła uległa zmianie. Do jury zaproszone zostały tylko cztery osoby, które oceniały w skali 1-5. Prócz mnie była Kamila (Żaba w Piwie), Marcin (Jabeerwocky) oraz Jurek (Jerry Brewery). Całość ogarniał Tomek (blogkopyrakom). W naszym głosowaniu najwięcej punktów zdobył imperialny porter bałtycki Origen uwarzony w hiszpańskim browarze Jakobsland Brewers w kooperacji z Wojtkiem Frączykiem z Widawy.

Żeby nie było, że wszystko było cacy. Minusem była akcja z zamykanymi równo z końcem trwania festiwalu toaletami. Słabo wyszło też afterowanie na stanowiskach wystawców – jeśli nie zostało to zgłoszone organizatorom przez festiwalem, trzeba było teren opuścić niedługo po zamknięciu bram. No i trochę się zdziwiłem, że nie było żadnego stoiska z pizzą. Ale może to znak czasów – jeśli Docent narzeka na kwestie jedzenia na imprezie, to znaczy że pod względem piwnym było dobrze 😉

Na koniec pozostaje kwestia lokalizacji przyszłorocznego WFDP. Pojawiły się plotki, że kolejna edycja odbędzie się już gdzie indziej. Biorąc pod uwagę koszty, które są ponoszone przez organizatorów i wystawców na rzecz Stadionu, może to być dobrą opcją. W końcu nic tak nie boli, jak kolejny taki sam festiwal.

A o piwach z WFDP już niedługo.

DZIEŃ PIERWSZY

DZIEŃ DRUGI

DZIEŃ TRZECI

 

 

1 komentarz »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s