Pamiętacie moje i Marleny kranoszwendania (tak jest, jednak przez „en” a nie „ę”) po Warszawie i Wrocławiu? To teraz propozycja na szybką rundkę po Gdańsku. Dlaczego szybką? Ano dlatego, że większość czasu spędziliśmy na pierwszym gdańskim festiwalu piw rzemieślniczych czyli Hevelce. Jednak jak przystało na ludzi z głębi lądu swoje pierwsze kroki skierowaliśmy nad Zatokę, jak podobno mówią miejscowi. „Żadne morze, to zatoka!”. W porządku, ważne że „nie śmierdziała ropą naftową” 😉

Plaża zaliczona, pierwszy dzień festiwalu też, zatem można było udać się do najstarszego lokalu z dobrym piwem w Gdańsku czyli Degustatorni. Patrząc na wybór na kranach, ma się wrażenie jakby lokal pozostał w czasach przed rewolucyjnych. Z nowej fali Dwa Smoki, Grodzilla oraz Rowing Jack. Na kranach pozostałych Śliwka w Piwie, Ciechan Miodowe i Wyborne, Łomża Export, Biały Oboloń, Czarny Rebel i Cydr. Słabo…No ale Dwa Smoki to podstawa więc zamawiamy. „Niestety właśnie się skończyło…”. No to szkoda, że ciągle widoczne jest na tablicy…Wzięty w zamian Rowing Jack okazał się słodko-gorzkim, ciężko pijalnym piwem. Z Degustatorni najbardziej spodobała nam się znana chociażby z czeskich lokali koncepcja umieszczenia zdjęć bywalców na ścianach. Świetna sprawa, w końcu zarówno lokale jak i cała scena rzemieślnicza to przecież ludzie. Rzecz koniecznie obowiązkowa do wprowadzenia przez inne lokale!

Z Degustatorni obraliśmy kierunek na, jak się wydaje, najbardziej nowofalowy gdański wielokran czyli Pułapkę. Po przybyciu zobaczyliśmy, że szykowała się impreza i DJ już ostro przygrywał więc w środku były średnie warunki na przesiadywanie. Za to na zewnątrz super klimat tworzony przez trzy zlokalizowane blisko siebie lokale z fajnym widokiem na zabytkową Halę Targową. Od razu skojarzyliśmy to z warszawską Nowogrodzką gdzie wielokrany dzieli dystans kilkudziesięciu metrów, tyle że warszawska ulica otwarta jest dla ruchu samochodowego. W tym momencie to chyba na Straganiarskiej znajduje się mekka gdańskich miłośników dobrego piwa.

Rano trzeba było być w miarę rześkim na kolejny dzień Hevelki więc po jednym małym udaliśmy się na kwaterę przez klimatyczny wieczorny Gdańsk…

Ostatniego dnia można już było spokojnie pozwiedzać. Jako że nie lubianym przeze mnie zwyczajem wielokrany w niektórych miastach czynne są od popołudnia, udaliśmy się do Browaru Piwna. Wybór nie powalał – pils, pszenica i mild. Jak wiadomo, Docent zaczyna dzień od pszenicy. W przypadku Piwnej nastąpił jednak lekki falstart. Pszenica okazała się totalnie mętna, nasuwająca skojarzenia z błotnistą mazią. W zapachu lekko siarkowa, na szczęście w smaku była odpowiednio rześka i dobrze gasiła pragnienie. To dość słabe wrażenie kompletnie zatarł pils, który kusił swą lekko tylko zmętnioną złotą barwą. Cóż, to był jeden z lepszych pilsów jakie ostatnio piłem. Świeżutki, rześki, z bardzo solidną, a nawet można powiedzieć, że jak na browar restauracyjny, zbyt mocną goryczką. Świetne piwo!

No dobra, ale trzeba zobaczyć trochę miasta i skorzystać z przejażdżki jedynym w kraju diabelskim kołem widokowym. Tyskie nie sponsorowało, pięć dych wysłupłałem z własnych zasobów 😉

Jako że z Marleną uważamy, że wzorcowym lokalem na start a w szczególności koniec jest wrocławski Lamus (dobra i tania pszenica do PETa na podróż!), postanowiliśmy udać się do gdańskiego imiennika czyli Cafe Lamus. Lokal znajduje się we wzmiankowanym już trójkącie Pułapka-Lawendowa 8 i Cafe Lamus właśnie. Smaczny Crack Off, koncert Depeche Mode z głośników, aż się nie chciało wracać…Gdańsk, do następnego razu!

3 Comments »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s