WFP2To zupełnie wyjątkowa sytuacja bym na piwnym festiwalu był tylko jeden dzień, ale tak właśnie było na drugiej edycji Warszawskiego Festiwalu Piwa. Stało się tak wskutek zmiany terminu, w którym nowa data kolidowała z wcześniej poczynionymi przeze mnie planami. Po edycji pierwszej podstawową sprawą była kwestia lokalizacji. Hali na Domaniewskiej, oględnie rzecz mówiąc, do doskonałości było daleko. Jednak organizatorzy czyli Jacek Materski  oraz Paweł Leszczyński podtrzymali chęć przeprowadzenia imprezy w dotychczasowym miejscu. W pewnym momencie umowa została jednak jednostronnie zerwana przez dysponentów hali i była to chyba jedna z lepszych rzeczy która przydarzyła się festiwalowi. Pamiętamy niemiłosierną duchotę na Domaniewskiej. W piątek pogoda była podobnie słoneczna i mielibyśmy zapewne „powtórkę z rozrywki”. Zamiast tego otrzymaliśmy festiwal w nowym miejscu czyli strefie VIP Stadionu Miejskiego Legii Warszawa.

L1520946Jak zatem wrażenia z nowej lokalizacji? Po pierwsze było trochę dziwnie, a przez to oryginalnie. Mamy co prawda od zeszłego roku trochę podobną, nową lokalizację Wrocławskiego Festiwalu Dobrego Piwa wokół tamtejszego Stadionu Miejskiego. Tam jednak życie toczy się na esplanadzie otaczającej stadion, podczas gdy w Warszawie dużym powodzeniem cieszyła się trybuna VIPowska z widokiem na płytę boiska i okalające trybuny. Wystarczy powiedzieć, że najpopularniejszym fotomotywem wrzucanym na Facebooka była fota festiwalowej szklanki z piwem na stadionowym tle. Intrygująco wyglądały filmy pokazujące polskich rzemieślników przy pracy wyświetlane na sporym telebimie oraz reklamy polskiego craftu na przyboiskowych bandach. Ewidentnie widać, że piwna nowa fala wkracza na nowe tereny! Sama strefa VIP wbrew moim obawom okazała się być miejscem dość pojemnym, choć pamiętać trzeba, że mnóstwo ludzi siedziało na wspomnianej wcześniej trybunie. Jednak nie można nie wspomnieć o największym w mojej opinii minusie nowej lokalizacji, a mianowicie jej „piętrowości”. Pomijam już fakt, że łażenie po schodach między piętrami jest upierdliwie. Trudno. Jednak na 3 piętrze było zdecydowanie mniej ludzi co mogło być powodowane przez „magię trybun”. Festiwal odbył się na dwóch piętrach, przy czym połączenie z trybunami miało wyłącznie piętro 2. Ludzie przesiadywali na powietrzu i zapewne niewielu już chciało się łazić tam i z powrotem…

L1520958W tym roku wskutek krótkiej obecności nie udało mi się uzyskać informacji od wystawców na temat ich zadowolenia ze sprzedaży. Jednak słysząc opinie, że na niektórych stoiskach piwo skończyło się już w sobotę wieczorem a festiwal odwiedziło 15-20 tys. osób, to sądzę że wystawcy powinni być usatysfakcjonowani. Z drugiej strony pojawiły się opinie co do mało konkurencyjnych w porównaniu w warszawskimi wielokranami cen. Rzeczywiście, można zastanowić się nad sensem udania się na festiwal piwa rzemieślniczego wyłącznie po piwo w mieście, gdzie takiego piwa jest w bród. Jednak festiwal to przede wszystkim spotkania z ludźmi. Naprawdę, przez jeden dzień nie porozmawiałem nawet z połową tych wszystkich, z którymi chciałem, a którzy pojawili się na tej imprezie. Dodatkowo festiwal obudowany był licznymi wykładami, zarówno płatnymi jak i dostępnymi na ogółu. Ja miałem przyjemność otworzyć część wykładową festiwalu prezentacją dotyczącą nowych polskich browarów i prognoz na ten rok.

L1520962A jakie piwa wywarły na mnie największe wrażenie na festiwalu? Zacząłem od Grodziszy i tutaj słowa uznania należą się Olimpowi i Łukaszowi Szynkiewiczowi, na którego recepturze i z którego udziałem powstała Sophia. Rześkie, lekkie, delikatnie wędzone grodziskie to interpretacja chyba najbliższa pierwowzorowi, a na pewno taka, która mi najbardziej odpowiada jeśli chodzi o podejście klasyczne. Ciekawą premierą był Krzyż Południa z Redena – aromatyczne, średnio goryczkowe, dobrze pijalne Pale Ale na nowozelandzkiej odmianie Southern Cross. Equinox z Widawy zasłużył na miano perfekcyjnego AIPA. Wszystko w tym piwie grało jak należy, rewelacyjny aromat, apetyczna, wyrazista i wyważona goryczka, extra pijalność. Cudna wręcz West Coast AIPA! Mocno liczyłem na kooperacyjne premiery PINTY. Pierwsza, czyli Księżniczka Wiosny uwarzona we Francji wraz z Braserie du Pays Flamand raczej rozczarowała. Lekko słodkawe, mało rześkie, nie miało atrybutów których poszukuję w saisonie. Zawód wynagrodziła mi druga premiera czyli Kwas Alfa uwarzony w Zawierciu wraz z duńskim TO ØL. Rewelacyjnie kwaśne przywodziło na myśl czystego Berliner Weisse. Obecność drożdży swoją delikatną słodyczą troszkę kompensowała wyrazistą kwaskowość, do tego świetnie w tej całej kompozycji odnalazł się nowozelandzki chmiel Green Bullet nadający leciutkie goryczkowe dopełnienie. Kwas Alfa to piwo, które tworzy historię polskiego piwowarstwa rzemieślniczego, tak jak i tę historię ciągle tworzy Warszawski Festiwal Piwa. Kolejna edycja WFP już w październiku!

W bonusie wideo wideodegustacje i rozmowy. Pierwsza z Jackiem Domagalskim z Browaru Nepomucen

Następnie Łukasz Szynkiewicz na którego recepturze piwo uwarzył kontraktowy Olimp

W końcu Ziemek Fałat z Pinty

12 Comments »

  1. Super fotorelacja :), wszyscy są solidnie „obfoceni”, no może poza stoiskiem oferującym podczas festiwalu m.in. jedno z 3-5 najlepszych piw na tej imprezie, czyli Prairie Pirate Bomb.

  2. Chyba, jednak nie udało Ci się zdegustować zbyt wielu piw. Czy to przez to, że nie było oferowane piwo w ilościach degustacyjnych. Uważam , że na festiwalu piwa sprzedaż w ilościach degustacyjnych powinna być standardem (dla mnie 150-200 ml to optimum). To możliwość zdegustowania wielu piw czyni festiwal atrakcyjniejszym od wizyty w pubie.

    • Ja preferuję wielokrany które mają do wyboru pojemność 250 ml i taką właśnie uważam za pojemność optymalną. Tutaj było 300 ml więc jak na festiwal gdzie jest kilkadziesiąt różnych piw to trochę zbyt dużo. Jakoś utarło się, że na festiwalach dostępne jest 200 ml i to uważam za najlepsze rozwiązanie.

      • Zamiast płatności przy stoiskach lepiej się sprawdzają żetony. No i dobrze by było, aby organizatorzy wymusili ilości degustacyjne na wszystkich stoiskach, a szkło festiwalowe powinno mieć cechy zgodne z pojemnościami obowiązującymi na festiwalu. Nie byłoby chyba problemu, gdyby obowiązywały 3 pojemności np 100, 200 i 500. W końcu możliwość wyboru to rozwiązanie, które zadowala najwięcej osób.

        • Nie jestem zwolennikiem 100 ml. Do degustacji dość mało, a jeszcze ta pojemność wybitnie nie pasuje wystawcom. Taka pojemność z tego co kojarzę była dostępna wyłącznie na Birofilii w Żywcu. Zresztą festiwale różnią się pod tym względem i może niech tak zostanie bo nie ma nic gorszego jak ujednolicenie wszystkiego.

          • Zgoda, 100 ml to mało, aby się nacieszyć piwem, ale mi chodziło o możliwość spróbowania jak największej ilości piw. Przy minimalnej pojemności 300 ml jestem w stanie zdegustować 12 piw. Tyle ciekawych piw można dziś dostać w większości pubów, pod tym względem festiwal przestaje być atrakcyjny.

            • Dlatego też samo piwo na festiwalu to za mało. Ważna jest obudowa chociażby wykładami/ prezentacjami/ warsztatami. A przede wszystkim festiwal to spotkania z ludźmi 🙂

        • 200 ml to optimum. ŻADNYCH ŻETONÓW – to powoduje tylko ogromne kolejki do zazwyczaj jednego punktu wydawania tychże, powoduje też wzrost cen przez zaokrąglanie w górę. Z Żywca są bardzo złe doświadczenia z żetonami

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s