Pinta1

Kiedy chłopaki z Czeskiej Piviarni ogłosili na FB, że rzucają do sprzedaży wyleżakowane egzemplarze drugiej warki Imperatora Bałtyckiego z Pinty, do głowy przyszła mi od razu konfrontacyjna idea. Skoro mam na stanie pierwszą, legendarną już warkę Imperatora, dlaczego nie zrobić symultanicznej degustacji obydwu egzemplarzy? Różnica w leżakowaniu jest oczywista – pierwsza, grudniowa warka miała miesięcy przeszło dziewięć, ta wiosenna, z maja tego roku miesięcy cztery. Ostatni raz degustowałem pierwszego imperatora w maju i wciąż smakował wyśmienicie. Przeszło miesiąc później na Festiwalu Birofilia zostałem poczęstowany przez Ziemka Fałata egzemplarzem drugiej warki. Pora była późna, impreza w pełni, pozwolę więc sobie tylko na stwierdzenie że nie wywarło ono na mnie wrażenia porównywalnego z pierwowzorem. Teraz nadszedł jednak czas testu. Czy w ogóle ma on sens? Czy piwo z aromatycznym amerykańskim chmielem warto w ogóle leżakować? Wiadomo przecież, że chmielowy aromat jest względnie nietrwały i w ekstremalnych przypadkach może ulecieć w ciągu kilku dni. Skoro jednak mamy do czynienia z porterem bałtyckim (a właściwie wariacją na jego temat) chęć leżakowania jest nieposkromiona, gdyż ten styl piwa ujawnia swe najwspanialsze oblicze co najmniej po kilkumiesięcznym pozostawieniu go w spokoju. Przystąpmy zatem do testu i zobaczmy jak leżakowanie wpłynęło na Imperatora Bałtyckiego!

Piwa zostały wyjęte z lodówki około godziny przed degustacją i zaserwowane zostały w temperaturze ok. 15 °C

Warka nr 1

Kolor czarny, nieprzejrzysty

Piana po nalaniu całkiem obfita i drobna

Zapach na samym początku maślany, zaraz potem czuć charakterystyczny, utleniony aromat sherry/koniaku, dalej ciemne leśne owoce, w końcu w tle zapach iglasto-sosnowy. Ale to tylko początek. Po kilku minutach aromat staje się naprawdę kompleksowy – do wspomnianego już sherry/koniaku i ciemnych owoców leśnych dołącza wanilia oraz czekolada.

Smak utleniony, lekko kwaskowy z goryczką na średnim poziomie. Czekolada jak najbardziej wyczuwalna. Piwo jest treściwe, gęste. Smakuje jak porządnie wyleżakowany bałtycki porter. Cała intensywność amerykańskiego chmielu uleciała jednak w kosmos.

Warka nr 2

Kolor czarny, ale tu widoczne są rubinowe przebłyski

Piana po nalaniu bardzo skromna, jednak przy kolejnym napełnieniu szkła jest praktycznie analogiczna do warki nr 1

Zapach niewyraźny, z bardzo delikatnym masłem. Potem masło ulatuje i właściwie niewiele się tu dzieje. Przynajmniej w bezpośrednim porównaniu z nr 1

Smak w pierwszym łyku bardzo goryczkowy, wręcz przechmielony. Co więcej, goryczka zalega na języku. W połączeniu z mocą piwa sprawia wrażenie piwa „harsh” – szorstkiego i ostrego. Z czasem ta szorstkość łagodnieje. Najciekawsza jest jednak końcówka piwa nalana z osadem drożdżowym. Wyraźna czekolada, wyważona chmielowa goryczka przypominała świeżego imperatora bałtyckiego – rewelacja!

Porównanie obydwu warek pokazało, że pierwowzór mimo dłuższego upływu czasu smakuje lepiej. Jest jednak jedno kategoryczne zastrzeżenie dotyczące drożdżowego osadu, który jak się okazało w przypadku warki nr 2 zawierał samą esencję smaku. Może warto raz jeszcze przeprowadzić porównanie, tylko z wymieszanym osadem drożdżowym? Jeśli będzie okazja, dlaczego nie. Tymczasem konkluzja jest taka, że Imperator Bałtycki z pierwszej warki zachowywał wspaniałą formę aż do maja i przez ten czas stanowił najlepszą reprezentację polskiego piwowarstwa rzemieślniczego. Pinta szykuje coś specjalnego na końcówkę tego roku i pozostaje nam mieć nadzieję, że będzie to podobna petarda jak w przypadku zeszłorocznego Imperatora Bałtyckiego!

Pinta2

3 Comments »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s