beer_warsRok 2013 miał obfitować w ciekawe wydarzenia. Ledwo się rozpoczął a już zaczęło się od małej wojenki. Pretekstem stał się „Sęp”, piwo w stylu AIPA duetu Kopyr/Frączyk czyli popularnych kolaborantów. Przez internet a głównie przez forum browar.biz przetoczyła się dyskusja, która zaczęła się od kontrowersji dotyczących obecności diacetylu w „Sępie” i w ogóle w stylu AIPA, a która przerodziła się w ogólną krytykę „piwnej rewolucji”. W szczególności pewnego jej przejawu a mianowicie skupieniu się na oferowaniu większej różnorodności gatunkowej i częstotliwości piwnych premier z mniejszym uwzględnieniem odpowiedniego czasu leżakowania. Posty na forum browar.biz sprawiały wrażenie nagonki na „Kopyra”, wieloletniego użytkownika forum, jednak ten oddał pole oświadczając że wycofuje się z czynnej aktywności na browar.biz. Są już więc pierwsze ofiary.

Skąd te konfrontacyjne postawy? No cóż, gra idzie o spore pieniądze. Widać, że niszowe piwo zdobywa coraz większy segment rynku, coraz więcej konsumentów sięga po takie produkty. Pionierzy dzielą między siebie tort a wiadomo że to prekursorzy ustalają warunki gry. Dam mały przykład z dwóch stron piwnej barykady na to, że kwestie ekonomiczne są tu jak najbardziej istotne.

Na początek Tomek ‘Kopyr’ Kopyra – zaczynał od ciekawych felietonów na browar.biz, chyba jako pierwszy wystartował w Polsce z piwnym blogiem, zdobył uprawnienia piwnego sędziego z ramienia PSPD. Po latach zdecydował się na vloga czyli materiał video w którym zajmuje się piwnymi tematami od A do Z. Można powiedzieć człowiek-instytucja ale dwie rzeczy zaburzały idealny wizerunek. Pierwsza sprawa to pogląd na potrzebę wysokiego pozycjonowania cenowego dobrych piw. Gdy nie dotyczyło to jeszcze piw warzonych przez niego komercyjnie nie było problemu, kwestia opinii. Jednak Tomek poszedł dalej – oferowane przez siebie do sprzedaży (i odpowiednio „wypozycjonowane”) piwa zaczął recenzować na swoim blogu. Jestem jak najbardziej za subiektywnymi recenzjami ale czy da się krytycznie wypowiedzieć o produkcie który oferuje się do sprzedaży? Dobitnym na to przykładem była videorecenzja kontrowersyjnego „Sępa”, w której „Kopyr” nawet się nie zająknął o diacetylu.

revoltZ drugiej strony barykady mamy Michała Kopika, opowiadającemu się przeciwko rewolucji pojmowanej jako piwa niezbalansowane, zbyt przegięte w jedną stronę. Michał również swego czasu uczestniczył w życiu forum browar.biz i też zdecydował się na jego opuszczenie. Obecnie jest sensorykiem, sędzią piwnym z ramienia PSPD oraz autorem blogu piwnygaraz.pl na którym pojawiają się nie przebierające w słowach artykuły. Pod koniec zeszłego roku zobaczyliśmy go w reklamie „Żubra ciemnozłotego” z Kompanii Piwowarskiej. Michał mówi o „traktowaniu tego piwa z szacunkiem” i „laniu do odpowiedniego szkła”. Co ciekawe, niedawno sam dworował sobie z Kopyra odnośnie dobierania odpowiedniego szkła dla danego piwnego stylu. Co do samego Żubra to owszem, można traktować go jako piwo marcowe ale litości, czy potrzebujemy kolejnego słodkiego lagera na rynku? Czy piwna ewolucja proponowana przez Kompanię Piwowarską i firmowana swoim wizerunkiem przez Michała a sprowadzająca się do serwowania słodkawych lagerów zasługuje na jakiekolwiek słowa uznania?

Ja w tej konfrontacji jestem zwolennikiem rewolucji rozumianej jako zaistnienie solidnie goryczkowych, wyrazistych w swoim smaku piw. Póki co, „kolaboranci” spełniają moje oczekiwania choć uważam, że dwa tygodnie więcej leżakowania wyszło by ich piwom na dobre.

Miesiąc miodowy wzajemnego poklepywania się po ramieniu piwnej blogosfery się już skończył. Na pewno dotyczy to tych blogerów, którzy czerpią profity wskutek uczestnictwa w branży. Wszyscy widzieliśmy że rok 2012 był dla segmentu piw rzemieślniczych wielce udany i 2013 będzie rokiem bezpardonowej walki o zdobycie klienta. Na pewno będzie to odbywało się na haczyk „piwa rzemieślniczego” i wcale nie jest powiedziane, że któryś z koncernów nam takiego piwa nie zaserwuje. Z drugiej strony mamy kompletnie odmienne w smaku wersje lane i butelkowe tego samego rodzaju piwa z browarów rzemieślniczych czy kontraktowych.  Miejcie zatem oczy szeroko otwarte bo gra idzie o Wasze pieniądze!

26 Comments »

  1. Po bardzo udanym roku 2012 tak sobie dumałem pod wąsem, że teraz zacznie się walka o kawałek tortu. Bo zacząć się musi, w tym roku mogą zadebiutować cztery albo i pięć nowych browarów rzemieślniczych, lada chwila swoje piwo zacznie sprzedawać kolejny browar kontraktowy i jestem pewien że będzie ich więcej. A klientów nie będzie przybywało w takim tempie, poza tym zaczną wybrzydzać. Z jednej strony będzie walka jakością, ale z drugiej będą brzydkie zagrania, bo idzie o konkretne pieniądze.

        • Grzegorz, w swoim podsumowaniu roku 2012 napisałem, że dla multitapów to będzie rok ostrego selekcjonowania oferty. Nie ma co zwiększać ilości kranów ale zadbać by piwo rotowało szybko, by było w optymalnej formie. Klient nie będzie już łykał wszystkiego za każdą cenę, szczególnie teraz gdy tyle się mówi o kosztach i piwnej polaryzacji cenowej.

          • Zgadza się tylko patrząc na doświadczenia tego roku może być tak, że nowości będą pojawiały się rzutami i w jednym tygodniu piw będzie aż za dużo a w innych będzie posucha i kombinowanie co na kran wsadzić. Przydało by się by więcej browarów pomyślało o takiej ofercie jak Artezan, mniej ale dokładnie i w miarę stale;) Chodziło mi o to że wciąż za mało jest dobrych piw by ustabilizować ofertę a piwosze będą chcieli nowości. Co do selekcji cięzko ją przeprowadzać nie mając możliwości wcześniejszego spróbowania danego piwa. I o to mi chodziło w tym polu minowym, nawet najlepszym browarom zdarzają się buble. Jak mówimy o kosztach to wchodzą jeszcze sprawy minimum logistycznego czyli cen transportu a te nie są małe zwłaszcza jak zamawia się niewiele.

            • To jest prawdziwa ruletka, nie zazdroszczę. Klient w lokalu może otrzymać lub zakupić próbkę piwa – jeśli posmakuje wtedy bierze pełną objętość. A lokal nie ma możliwości wzięcia „na próbę”. Dlatego tak ważne jest wyrobienie marki i renomy. Takie Antidotum jest już właściwie bez szans na sukces.

  2. No właśnie, ilu rewolucjonistów tyle różnych rewolucji. Czy goryczkowa jest lepsza od słodkiej ? Czy Kopyr niesłusznie obraził się na browar.biz ? Czy Michał nie powinien brać udziału w reklamie ? Polska jest bardzo młodym rynkiem piwa. Blogerów kilkunastu, większość wrażliwa na przytyki i skłonna bronić ideałów do ostatniej kropli prawdziwego piwa. Zanim zatem dojrzejemy do posiadania dużej ilości gatunków, browarów i nisz konsumenckich, musimy się na siebie trochę poobrażać, powytykać sobie to i owo a później wspólnie pójść na piwo i cieszyć się tym, że się dzieje. A i jeszcze jedno – nie bójmy się zarabiać pieniędzy na pasji, jeśli ktoś to potrafi. To naprawdę jedna z najlepszych rzeczy jakie się mogą w życiu przytrafić.

    • Jestem zwolennikiem zarabiania na piwnej pasji (warzenie komercyjne, blogowanie), ale jeśli gdzieś pojawia się brak konsekwencji to robi się co najmniej dziwnie. Docent podał dwa bardzo dobre przykłady takiej sytuacji.

  3. Ha! Pozwolę sobie zabrać głos – nie udzielam się w światku piwoszy, lubię pić piwo i lubię o nim czytać (wszystkie znane mi blogi przeczytałem – aż do najstarszego posta), ale nie jestem nikim istotnym – traktuj to proszę jako takie spojrzenie z zewnątrz. Nie uzurpuję sobie prawa głoszenia prawd objawionych. To bardzo osobiste spojrzenie. Jak kogoś uraziłem, może mnie śmiało zignorować. Nie jestem nikim ważnym.

    Wiem, że w tle są pieniądze, ale rzecz toczy się nie tylko o nie. Powiedziałbym nawet, że toczyłaby się i bez nich. Otóż w niemal każdej blogosferze dotyczącej jednej branży z czasem wyłonią się przywódcy i ich przyboczni padawani/followerzy/wasale – jak zwał tak zwał. Takie trochę słabsze jednostki. Dalej wartościowe jeśli idzie o to, co piszą, ale nie dość przebojowe i podpierające się autorytetem innych. Mniej lub bardziej świadomie. Albo też bojące się konfrontacji – bo niekiedy małym blogerom głupio skrytykować piwo Kopyra czy AleBrowaru. Zwróć uwagę – słabe recenzje Saint no More zaczęły się od Kopyra, dopiero później inni ośmielili się krytykować to piwo.

    Pamiętam jak Kopyr zrobił odcinek o szkle. Nagle 2/3 blogerów przeszła na fotografowanie piwa w kieliszkach (i jeszcze jak jeden mąż zaczęli używać słów snifter i nonic). Kopyr zrobił odcinek o myciu szkła – i już blogerzy zaczęli myć szkło i jeszcze sobie w komentach wypominają niedomycia. Kopyr napisał, że uważa Alt za nudny styl i kilka najbliższych recenzji Alta z Jabłonowa i Pinty zaczynało się od słów „Ja tam uważam, że alt to nudny styl i zawsze mnie nudził”. I tak dalej. Przykłady można mnożyć aż po ostatnią aferę z Amberem. Joby na Amber wiszą na co najmniej 4 blogach teraz. Chociaż sam Amber przeciw Kopyrowi chyba jeszcze nic nie podjął. Albo udział Widawy w rankingach the best of 2012 – bo ich piwo jest tak dostępne jak meteoryty z Marsa – czyli niezbyt. A mimo to ludzie klikają.
    Oczywiście – fajnie, że Kopyr edukuje ludzi – ja sam kupiłem sobie kilka setów szkła (z myciem nie miałem problemów już wcześniej) – nie chciałbym by to było odebrane jako atak na tą postać, nosz kurcze – dobrze, ze ktoś w końcu nauczył blogerów jak poprawnie umyć szklankę (chociaż czystość wynosi się z domu). Tomek ma ogromną wiedzę dotyczącą przeróżnych gatunków, na dodatek ciekawie ją przekazuje i oglądam go z przyjemnością. Nieuniknione było, że będzie miał potakiwaczy. Sam chyba też jestem jednym z nich, bo lubię błysnać wśród znajomych wiedzą o piwie, którą od Tomka zaczerpnąłem 😛
    To, że robi odcinki o własnym piwie to też nic złego – fajnie się pochwalić tym co robisz, zwłaszcza jeśli jesteś z wyników zadowolony. Też bym tak zrobił.

    Michał, co już widać, też ma swoich poklepywaczy. Jego blog jest młodszy, ale Michał stoi trochę (trochę) w kontrze do rewolucji – przez co podpinają się pod niego teraz osoby, które zaczyna irytować brandzlowanie się AIPĄ i IBU. Ogólnie każda moda zrodzi kontrę. Więc teraz kontrą jest np. krytykowanie Sępa. Bo była moda na Widawę.

    W ten sposób dyskusja dwóch ludzi przeradza się w nieco większą ruchawkę, bo tak naprawdę w tym momencie gadać znaczy istnieć. Jeśli nie gadasz, to nie istniejesz. Więc wypada się wypowiedzieć i stanąć po którejś ze stron, osłonić się czyimś autorytetem. To z kolei jeszcze bardziej podbija atmosferę. I robi się niemiło.

    Wierz mi – zjawisko widziałem już parokrotnie – nawet w takich branżach, gdzie kasy żadnej w tym nie było. To nie kwestia kasy. To kwestia rozrostu blogosfery w zeszłym roku. Wcześniej ludzi było za mało, żeby się dobrze skwasić. Teraz środowisko jest już na tyle duże, ze może zacząć się dzielić, Co ciekawe, sami „prowodyrzy” sporu zwykle nie chcą – oni aż do wybuchu nie są świadomi istnienia poklepywaczy 🙂 Serio – jasne znają ich z ksyw, ale nie myśla o nich jak o swoich followerach.

    W blogosferze bardzo dużo się robi, żeby zaistnieć w oczach innych blogerów. Prawda? Świadomie lub nie.
    To jak recenzje piw z Nogne – wypada to porobić i tyle. To nic, że recenzja zainteresuje co najwyżej innego blogera i tylko blogerzy je komentują (bo muszą pokazać, ze też pili Nogne), bo dla przeciętnego czytelnika są to opisy produktu niedostępnego.
    Podobnie jest z Widawą – od pewnego czasu każdy szanujący się bloger musi reckę Widawy mieć. Nic to, że piwa są trudno dostępne i już się zresztą rozeszły. A w ostatnim okresie ukazało się całkiem sporo nowych, łatwo dostępnych piw o których ani słowa – w piwnym światku też następują mody. A mody rodzą kontrę – jak i tym razem.
    UDział w internetowej pyskówce też jest przejawem potrzeby istnienia.

    Swoją drogą – nie wiem czy teraz chodzi już o kasę, na razie wszystkie ważniejsze browary niezalezne sprzedają na pniu niemal. Kasa jako motyw z pewnością z czasem też się pojawi, ale jeszcze chyba nie teraz – bo na razie czuję się jak w PRLu i gnam do sklepu, bo Rowing Jacki rzucili. Jak te wszystkie piwa zaczną zalegać w sklepach będzie ostrzej.

    • Dzięki za rzeczowy głos. Dlatego wybrałem te dwie postaci gdyż w grę wchodzi już nie tylko kreowanie opinii i postaw albo może już nie tylko to. W tle są pieniądze, a będzie ich zapewne coraz więcej. „Czas niewinności” piwnej blogosfery minął już jakiś czas temu a wydarzenia ostatnich dni pokazują, że zacznie się ostra rywalizacja i o klienta i o czytelnika. Pojawienie się publicystyki na Polskich Minibrowarach też jest tego dowodem 😉

  4. Dla mnie sprzedawanie (i pozycjonowanie jako wysokie premium) piwa które nie jest jeszcze gotowe (czyli nie miało odpowiednio długiego czasu leżakowania) jest po prostu oszustwem wobec klienta który zapłacił dużo za niepełnowartościowy produkt. Pamiętacie ile razy czepialiśmy sie np.: BrowArmii czy parę razy Bierhalle właśnie za. Za pogoń za kasą za wszelką cenę, cenę jakości produktu przy zachowaniu wysokiej ceny? Dlaczego kopyr czy ktokolwiek inny miałby być oceniany inaczej?

    • Leżakowanie to jedno, natomiast w Sępie problem miał polegać na niedokończeniu fermentacji i przetoczeniu fermentującego piwa to innego tanku. Co do leżakowania to według mojej oceny piwa kolaborantów smakują lepiej 2 tygodnie po premierze, stąd wniosek o dłuższe leżakowanie.

  5. A ja dodam tylko tyle, że to wysokie pozycjonowanie piw wcale nie jest dobre i być może obróci się kiedyś przeciwko browarom. Najpierw zauważyłem to u znajomych, jak próbowałem ich przekonać do jakiegoś piwa to owszem pili, mówili że dobre, po czym za 2 tygodnie jestem u nich i częstują mnie np. „Tyskim”. Jak pytałem dlaczego to odpowiedź była wprost: bo Tyskie kupię za 3zł a piwo X za 5 czy 6, można raz na jakiś czas ale żeby często? Teraz zauważyłem to również u siebie. Próbowałem różnych piw, czasem zapłaciłem za butelkę więcej niż w knajpie, i niestety zdarzało się również, że się zawiodłem, czasem nawet bardzo zawiodłem. Teraz zauważyłem, że coraz rzadziej eksperymentuję. Jak mi zasmakuje piwo za 4 czy 3,50 to piję go aż mi się nie znudzi, od czasu do czasu kupując coś na próbę. Jak jest dobre to zmienię poprzednie na to konkretne i znowu piję dłuższy czas. Ale jak mi nie smakuje to koniec, drugiej szansy nie będzie, choćby na wszystkich blogach zachwalali. Nie wiem ilu jest takich konsumentów jak ja, i pewnie nie jestem tym o czym marzy każdy mini browar, bo niby się przywiązuję do piwa ale nie „na zawsze”. Co nie oznacza, że jak zmienię to za jakiś czas nie wrócę. Na jakiś czas 🙂

    • Cena jest bardzo istotna ale trzeba pamiętać do jakiego gatunku piwa się odnosi. Oczywistym jest, że dobre piwo sesyjne, co częstego picia nie powinno być w cenie przekraczającej 4 pln. Natomiast specjały w stylu porterów, piw typu AIPA muszą kosztować więcej bo większe są koszty ich uwarzenia. Co do przywiązywania się do piwa – na rynku jest już tyle fajnych piw, że naprawdę już nie trzeba być „wiernym” konsumentem.

  6. Część osób nie chce zauważyć, że dyskusja jest znacznie szersza od „Sępa” i Kopyra.
    Chodzi o to, że istnieją niepokojące przesłanki, że część „rzemieślników” idzie w stronę koncernów (krótkie leżakowanie piw – przyspieszanie enzymami? lub rzucanie piwa nie doleżakowanego) w swoich działaniach. Jednocześnie karząc klientowi płacić jak za produkt rzeczywiście rzemieślniczy.
    I to jest clou tematu
    Do tego można krytykować Koreba, Amber, itp… a kopyra nie można? Czemu?

    ps. Ktoś na browar bizie że jak nie mam swojego browaru to się nie mogę wypowiadać (taki był wydźwięk) – czy jak krytykuję ser za smak i cenę to muszę być serowarem a jak mówię, że film nie wart był ceny za bilet to muszę być reżyserem i właścicielem kina?
    Piramidalna bzdura

    ps2. Jasne jest, że cena portera będzie wyższa od pilsa. Chodzi o pewne przegięcia które uważam, że szkodzą przyszłości (oczywiście dzisiaj ktoś szybko coś zarobi) i psują rynek.
    To moja prywatna opinia i jak ktoś uważa, że piwa po 10 złotych są OK to OKI (tylko jak to się ma do taniego w produkcji chociażby witbiera czy też niedrogiej kosztowo pszenicy?) A W Polsce nie ma rozróżnienia – walimy po 8 czy po dychaczu za każde piwo z małego browaru (czy to pils jak kosztuje Kormoran w Butelkach, czy to 10/11za witbiera z Artezana).
    Ja nie obwiniam za to tylko producentów – wszak łańcuch pokarmowy to też hurtownik, właściciel lokalu i w końcu nieco ogłupiony i oszołomiony „rewolucją” Klient.

    ps.3 – Ktoś może mi w prosty sposób wyjaśnić czemu w Czechach (podejrzewam podobne koszty wytworzenia) piwa są znacznie tańsze i nawet ceny Kocoura i Nomada nie przekraczają zdrowego rozsądku? Czemu w Niemczech (gdzie koszty są wielokrotnie wyższe – chociażby kilkakrotnie wyższe pensje dla pracownika czy znacznie wyższe koszty energii itp) piwa nie są jakoś niebotycznie droższe (a w stosunku do pensji znacznie tańsze)
    Czemu można kupić Mikkelera (sprowadzanego) za cenę Sępa? Czyżby tam dopłacali do interesu? Po prostu są etyczne/uczciwe i nieetyczne/nieuczciwe marże. Tak jak jest coś co się nazywa etyka biznesu. Można go prowadzić zarabiając normalnie a można maksymalizować zysk za wszelką cenę. Różnica podejścia.

    • Myślę że dobrze się stało, że w pewnym momencie „piwnej rewolucji” wyszła sprawa najważniejszego dla konsumenta czynnika. A według mnie nie jest nim sama cena ale stosunek jakości do ceny. Jestem gotowy zapłacić więcej za piwo ale spodziewam się po nim albo wyjątkowości albo dobrej jakości. W szale rewolucji i sytuacji kiedy rynek chłonie każde rzemieślnicze piwo łatwo o pokusę łatwiejszego zarobku. Teraz mamy taki ostrzegawczy prysznic dla wszystkich tych, którzy w przyszłości będą chcieli pójść drogą rozwarstwienia jakości i ceny.

    • Twierdzisz, że marże są nieetyczne bez odrobiny wiedzy na temat kosztów jakie ponosi browar/dystrybutor. Nie wiesz skad sprowadza surowce ani za ile. Nie wiesz na jakim sprzęcie warzy piwo i jak to się przekłada na porównanie z zachodnimi browarami które wymieniasz. Nie wiesz ile piwa z jednego wybicia warzelni „zostaje w rurach”. Nie masz zielonego pojecia ile kosztuje opakowanie albo koszty wynajmu mocy produkcyjnych browaru. Wiesz tylko że to nieetyczne, bo w Czechach może być taniej. Broiwary są podobno otwarte na współpracę, zakontraktuj sprzęt w jakimś browarze, uwarz „Robotnicze IPA” z sierpem i młotenm na etykiecie i zamknij usta takim niedowiarkom jak ja, że taniej też można. Przy okazji obnażysz hipokryzję całego środowiska dorobkiewiczów i wyzyskiwaczy.

      • Błagam nie sprzedawaj takich głodnych kawałków. Piwa z Schlenkerli chociażby ma wielokrotnie wyższe koszty od naszych rzemieślników (a na pewno większe), dochodzi jeszcze import a piwo to w sklepie kosztuje od 6 z kawałkiem w Leclercu do 7,5 w sklepach specjalistycznych czyli taniej bądź na poziomie tych polskich . Za stary jestem i za bardzo znam polski biznes aby kawałki typu „nie wiesz jakie są koszty” robily na mnie wrażenie. Koszty doskonale znam. I marże też.

  7. W PDSL już wzrosła cena Dżeka z 8 na 10pln 😦 na pytanie dlaczego? uzyskałem odpowiedź: „Bo go wszyscy chcą”. Co jest niestety oczywistym prawem rynku. Nie ma „nieuczciwych” cen, tylko są różne portfele. Ja po tym roku „piwnego karnawału” coraz bardziej zerkam właśnie do portfela… i to rzeczywiście może być najważniejszy dylemat piwosz a.d. 2013 😦

  8. Ja nie mam siły kopać się z koniem i walczyć z wiatrakami krucjat więc :
    To na koniec tylko dla niektórych forumowiczów z piwo.org i niektórych blogerów którzy dołączyli do krucjaty i kończąc z mojej strony temat:

    Alians „Najbardziej Cię drażnię, gdy mówię prawdę”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s