Kranoprzejęcie Piwoteki było dobrą okazją, by zrobić event z otwieraniem i próbowaniem legendarnej szwedzkiej delicji jaką jest kiszony śledź (Surströmming). To przecież Piwoteka jako pierwsza (i na razie jedyna) uwarzyła piwo ze śledziami, w dodatku bardzo udane. Ale zanim o kiszonym śledziu, to zróbmy krótki przegląd tych piw łódzkiej inicjatywy, które zasmakowały mi najbardziej.

L1950080Startujemy jak zwykle od pszenicy, a jeśli jest to dobrze zrobiony american wheat to już jest świetnie. Biegiem po Piwo okazało się być rześkie, cytrusowe i z dobrze wkomponowaną goryczką. Można powiedzieć że było najbardziej neutralne i przyswajalne spośród zróżnicowanej oferty Piwoteki, jaka tego wieczoru była na kranach.

L1950081Idziemy dalej, tym razem Limonka Hooligans czyli APA z dodatkiem soku i skórki limonki. W aromacie (co za zaskoczenie) limonka, w smaku odpowiednio goryczkowe z lekkim kwaskowym akcentem limonki. Początkowo sprawiało dobre wrażenie, ale pod koniec trochę już przeszkadzała goryczka, która nabrała tępego wyrazu.

L1950084Trzeba zatem przemyć kubki smakowe rzeczą mocno wyrazistą. Bielnik Kopischa próbowałem już wcześniej i zrobił na mnie świetne wrażenie. Nie inaczej było i tym razem. Piwo w zapomnianym stylu Broyhan czyli lekkie kwaśne piwo z ziołami. Dodano tu rumianek, miętę i kolendrę ale ja miałem wrażenie że ten wyrazisty, bardzo rześki smak ma limonkowy charakter. Rewelacyjnie pijalne piwo, w dodatku mające tylko 3,1% alko. Absolutny piwny hit wieczoru!

L1950090Żeby nie było, że tylko waga lekka była na stole, to spróbowałem jeszcze Miasto Kominów czyli Peated Imperial IPA! Słodu wędzonego torfem jest tu około połowy zasypu! I to zdecydowanie czuć już od pierwszego niucha. Totalny torf w aromacie! W smaku natomiast torf, woltaż i solidna słodowość.  Dobrze rozgrzewające, na zimę idealne.

L1950097No dobrze, przejdźmy zatem do gwoździa programu czyli Surströmminga. Mason zaczął zgodnie z zaleceniami czyli próbował otwierać puszkę w wodzie. Okazało się jednak, że jest to dość kłopotliwe, a po wyjęciu w połowie otwartej puszki na stół aromat nie był specjalnie intensywny. Większa część gawiedzi bezpiecznie ustawiła się w odległości dwóch metrów od puszki. Szukając ekstremalnych doznań procedura otwarcia dokończona została na stole. Czy smród był? W pierwszym wrażeniu wydawało się, że nie jest tak źle i nikt odruchów wymiotnych nie miał. Jednak ten specyficzny aromat rozkładającej się, zepsutej ryby na dłuższą metę był jednak męczący. Sama ryba miała fatalny wygląd – mięso miało błotnistą konsystencję i odrywało się od kręgosłupa i ości małymi kawałkami. Mimo, że ryby nie próbowałem, to jeszcze dzień później powracały pamięciowe przebitki tego wyjątkowego aromatu…Bezpośrednie doświadczenie z kiszonym śledziem spowodowało, że plany zrobienia piwa z tym dodatkiem raczej się nie zmaterializują, przynajmniej nie w wersji komercyjnej. Pozostańmy przy naszym zwykłym śledziu w piwie 🙂

Aha, kolejnym wyzwaniem jest degustacja kiszonego sera. Czekamy na propozycje!

1 komentarz »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s