Holenderski Utrecht odwiedziłem w listopadzie 2013. Ograniczony czas umożliwił zwiedzenie jedynie najważniejszych piwnych punktów na mapie centralnej części miasta, jednak nawet taka próbka zaspokoiła moją piwno-eksploracyjną ciekawość. Zaczynamy, a jakże, od minibrowaru Oudaen. Zlokalizowany jest w zabytkowym budynku fortecznym, którego początki sięgają XIII wieku. Samą instalację browarniczą zainstalowano i uruchomiono w 1990 i tym samym piwowarstwo wróciło do Utrechtu po 60 latach przerwy. Podstawowymi piwami są piwa pszeniczne – Ouwe Daen i Jonge Daen. To pierwsze to niefiltrowane połączenie stylów hefeweizen oraz witbier. Piwo to charakteryzuje się wyrazistym posmakiem skórki pomarańczowej oraz delikatną słodyczą. Jonge Daen to wersja filtrowana, która dzięki temu zabiegowi nabrała ciekawego przyprawowego aromatu. Te podstawowe piwa są całkiem smaczne i szczególnie przy tym pierwszym spokojnie można było spędzić cały wieczór. Pozostałe piwa nie wywarły na mnie większego wrażenia. Lintello Gold to urtyp-pilsner fermentowany drożdżami górnej fermentacji. Rzeczywiście czuć było delikatną owocowość w aromacie, jednak w smaku panowała eurolagerowa nuda. Sezonowy Hersftbock był zbyt karmelowy, a Dubbel mimo ładnego palono-karmelowego armatu był zbyt kwaskowy. Stadskasteel Oudaen i znajdujący się tam browar to raczej obiekt nastawiony na turystów, zasługuje więc na uwagę fakt, że podstawowymi piwami są tu piwa pszeniczne.

Kolejnym punktem piwnego zwiedzania miał być browar Maximus znajdujący się kwadrans drogi autobusem z dworca centralnego, jednak musiałem poprzestać na współpracującym z browarem De Drie Dorstige Herten. Okazało się, że lane jest tylko jedno piwo z Maximusa ale za to jakie – Highops AIPA! Ładna prezencja, wyrazisty cytrusowy aromat i takowy smak – piwo absolutnie nie rozczarowało. Wręcz przeciwnie, utwierdziło mnie w moim postulacie o warzeniu w Polsce takich właśnie świeżych, wyraziście cytrusowych piw o umiarkowanym poziomie goryczki. Kolejnym piwem była również AIPA – Foxy Lady z browaru de Eem. Tutaj owszem, goryczka była bardziej intensywna ale generalnie piwo mało miało wspólnego ze stylem. Drożdżowy, estrowo-skarpetowy aromat nasuwał skojarzenia z mało udanymi domowymi piwami. Nic ciekawego. Jako że De Drie Dorstige Herten zamykany jest dość wcześnie, udałem się do położonego kilkadziesiąt kroków dalej Kafe België.

W Kafe België panowała zupełnie inna atmosfera niż w kameralnym, stonowanym De Drie Dorstige Herten. Od wejścia wita nas okazała tablica z listą piw butelkowych oraz zaskakująca swoją obecnością w takim miejscu figura Maryji. W środku tłumnie, lekko spelunkowato. Kranów dwadzieścia i zacząłem od Saisona z belgijskiego St Feuillien. O ile w aromacie były ciekawe pieprzowo-fenolowe akcenty, o tyle w smaku już nic interesującego nie znalazłem. Zupełnie odmiennym piwem okazało się być ‚piwo własne’ lokalu o nazwie Kamikaze. Tropikalne owoce i odpowiednia goryczka od razu wywołała uśmiech na twarzy a informacja o tym, że piwo zamawiane jest w Maximusie wyjaśniło sprawę. Cieszy taka postawa, gdy piwo własne lokalu, jedno z najtańszych w ofercie jest jednocześnie jednym z najciekawszych i najlepszych. Na deser zapodałem Panty Stouta z amsterdamskiego rzemieślniczego browaru Oedipus. Piwo okazało się być pełnym, aromatycznym, przepysznym palono-czekoladowym stoutem. Z tak pozytywnymi wrażeniami mogę być spokojny o efekt kolejnej ewentualnej wizyty w Holandii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s