BerlinNie zawsze można sobie pozwolić na komfort zwiedzenia wszystkich lub przynajmniej większości lokalizacji z dobrym piwem w odwiedzanym mieście. Taka sytuacja spotkała mnie przy okazji wizyty w Berlinie ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wszak liczy się nie ilość lecz jakość. Zacznijmy jednak od początku. Niemcy to ugruntowana piwna kultura, ugruntowana na tyle, że wydaje się że „rzemieślnicza rewolucja” niespecjalnie się tu przyjęła. Nie będę udawał znawcy piwnego rynku w Niemczech, bo zawsze bardziej pociągała mnie piwna kultura czeska (niespecjalnie zresztą od niemieckiej odległa, przynajmniej pod względem lagerów). Do tej pory obiły mi się o uszy takie inicjatywy jak Craft Beer Days (edycja berlińska 2013) czy serwis Berlin Craft Beer, ale jak na stolicę 80 milionowego kraju, to wygląda to naprawdę skromnie. Mi osobiście Berlin kojarzy się z jedną specjalnością – Berliner Weisse, którego po raz pierwszy spróbowałem w 1999, wtedy jeszcze z zielonym syropem z marzanki. Berliner Weisse to tradycyjne piwo pszeniczne fermentowane z udziałem drożdży górnej fermentacji oraz bakterii Lactobacillus nadających specyficzny, bardzo wyrazisty kwaskowy charakter. Dlatego też przyjęło się, że piwo to serwowane jest albo ze wspomnianym syropem z marzanki lub malin, czasem też w połączeniu z innymi niwelującymi kwaśność dodatkami. Jako że „sour is new hoppy” wiadomym dla mnie było, że berlińskie peregrynacje zacząć muszę od znalezienia czystego Berliner Weissa, najlepiej wprost z beczki. Niestety, nie mam dobrych wiadomości. Po pierwsze, browar Berliner Kindl/Schultheiss, którego kojarzę jako właściwie jedynego szerzej dostępnego producenta czystego Berliner Weissa, nie ma firmowego lokalu na terenie browaru. Jest jeszcze gorzej, w necie w ogóle nie znalazłem informacji o miejscu serwującym czystego Berlinera z beki. Szczęścia spróbowałem w obiecująco brzmiącym Alt-Berliner Weissbierstube ale i tu okazało się, że dostępna jest jedynie wersja butelkowa. Miejsce jest dość dobrze zlokalizowane, w niedalekiej odległości od berlińskiego ratusza (Rotes Rathaus) w zrekonstruowanej historycznej dzielnicy Nikolaiviertel. Estetyczny dysonans między atrapą średniowiecznej zabudowy a masywnymi blokami dawnego Berlina Wschodniego gwarantowany!

Po pierwszym orzeźwieniu rewelacyjnie kwaskowym Berliner Kindlem, ruszyć można w kierunku Alexanderplatz. To serce dawnej stolicy DDR z charakterystycznymi obiektami: Fontanną Przyjaźni (Brunnen der Völkerfreundschaft), Zegarem Urania (Urania-Weltzeituhr), dworcem kolejowym z imponującym łukowym dachem, w końcu górującą nad okolicą wieżą telewizyjną (Fernsehturm). Stamtąd kierując się ceglanym wiaduktem S-Bahnu, po kilkuminutowym spacerze dotrzeć można do Brauhaus Lemke Hackescher Markt. To najlepiej oceniany browar restauracyjny w mieście. Tutaj możemy sie już napić klasycznego hefeweizena i przyznaję, że prócz okazałej piany niczego temu piwu nie brakowało. Słuszność wybranego adresu potwierdziła sezonowa specjalność w postacji India Pale Ale! Wielce ciekawy byłem pierwszej mojej konfrontacji niemieckiej szkoły piwowarskiej z klasycznym „craftowym” piwem. Przyznaję, że zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. Mimo że na wewnętrznych materiałach informacyjnych mowa była o odmianie angielskiej, to piwo pochmielone zostało odmianami Cascade, Amarillo, Simcoe oraz Galaxy. Efekt? Bardzo przyjemny, czysty cytrusowy aromat i idealnie zbalansowany smak. Hopheadzi zapewne kręciliby nosem na zbyt mały poziom goryczki ale powtarzam, aromat przede wszystkim!

Podbudowany takim obrotem sprawy skierowałem się dalej wiaduktem kolejowym. Prócz niesamowitej, cudem zachowanej oryginalnej zabudowy stacji Hackescher Markt z 1882 roku, wrażenie robi ciąg piwnych lokali znajdujących się pod wiaduktem. Zewsząd uśmiechały się do mnie parasolki z napisami Weizen ale trudno, czas naglił. L1430561Jako ostatni na krótkiej liście był rzemieślniczy Vagabund Brauerei, który otwiera się dopiero od 19 i wyłącznie od wtorku do soboty. Po wejściu od razu widać, że jest „rewolucyjnie”. Ludzie po obydwu stronach baru młodzi, a do uszu dociera głównie angielski. Tutaj spotkała mnie miła niespodzianka w postaci Berliner Weissa z małego, zresztą nieodległego Brewbakera. Jego smak ustępował jednak Berliner Kindlowi, co trochę mnie zaskoczyło. Dostępna miejscowa APA też jakimś mistrzostwem nie była, polscy rzemieślnicy potrafią zrobić to lepiej. Prawdziwą niespodzianką było jednak pojawienie się w Vagabundzie Grega Kocha z amerykańskiego Stone Brewing Co! Akurat ekipa stacji CBS wpadła zrobić krótki reportaż, a Greg przecież ma zamiar ożywić rzemieślniczą scenę Berlina otwierając właśnie w tym mieście kolejny browar. Co tam browar, w zabytkowym budynku dawnej gazowni ma powstać całe centrum rzemieślniczego piwowarstwa według wizji Stone Brewing. Gdy plany ulegną realizacji, będzie można udać się w kolejną, może już tym razem dłuższą wycieczkę po Berlinie.

Jeśli macie więcej czasu, możecie też zobaczyć co dzieje się w następujących miejscach. Dobre rekomendacje mają: Hopfenreich, Hops & Barley, Heidenpeters.

5 Comments »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s