Wszystko, co napisałem odnośnie zeszłorocznego Festiwalu Piwowarów Domowych zachowało ważność, na szczęście. Zatem klimatyczna miejscówa odlewni żelaza Józefa Johna z 1866 roku w Łodzi wydaje się stworzona pod piwny festiwal, a w niej dwadzieścia jeden stoisk domowych piwowarów z rewelacyjnymi, kreatywnymi propozycjami. Samo mięso (nomen omen też było na stoiskach), bez niepotrzebnych udziwnień. Obowiązkowa pozycja w kalendarzu każdego szanującego się miłośnika piwa. Zatem wielkie dzięki dla Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych za kontynuację flagowej imprezy w wyśmienitej formule, w tym roku wydłużonej o jeden dzień.

Co dobrego wypiłem? Wymieniam w kolejności porządkowej browarów: Ogórkowe Gose z Małopolskiej Kooperatywy Piwnej, Schwarzbier z BRU Browar, Dortmundzkie Adambier z Sucha Sycha, Sour Ale z mrówkami z Halucek, fińska Kalja z Rainbow Wizards Brewery, Bier de Żur oraz Witbier z kawą z YokotraszkY, Brett Saison z mirabelkami z Pyromalt, pohalański owsiany Kwaśnik oraz RIS z japońskim dębem Mizunara z Browaru Kilsztok, Grodziskie z makrelą z Browaru Kot, Berliner Weisse z burakami z Browar Żabie Doły, Bezalko Black IPA oraz Imperial Baltic Porter z arbuzem, suszonym melonem i miętą z Browar z Kostki oraz Black IPA i Dzikus z maliną i leśną jeżyną z Kraft Adventure.

Zapraszam na rozmowę z prezesurą PSPD czyli Kacprem Myślińskim i Rafałem Trzeciakowskim. I mam nadzieję, że widzimy się za rok!

 

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.